„Jeśli masz oczy, patrz. Jeśli widzisz, spostrzegaj.”

miasto_slepcowPowyższa sentencja z Księgi Przestróg wprowadza czytelnika w Miasto Ślepców - bestseller José Saramago, wybitnego prozaika portugalskiego. Ten tekst stał się literacką kanwą scenariusza nowego spektaklu krakowskiego Teatru KTO, kierowanego przez Jerzego Zonia, którego związki i relacje z Limanowszczyzną są tyleż znane, co oczywiste.

 

9 lipca na krakowskim Rynku odbyła się prapremiera tego spektaklu („Ślepcy”), podczas tegorocznej edycji krakowskiego Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych, którego Jerzy Zoń jest głównym organizatorem i dyrektorem artystycznym. Jaka jest oś fabularna książki i przedstawienia zarazem? W pewnym mieście - ni stąd, ni zowąd - wybucha epidemia. Ludzie masowo zaczynają tracić wzrok, ślepną – bez powodu, bez przyczyny. Decydenci (elity rządzące?) postanawiają ich izolować i odseparować od innych, by nie zarażali, nie zagrażali (nie przeszkadzali?) zdrowej tkance społeczeństwa.

- ...a poza tym, jak, u diabła, można zarazić się ślepotą?

- Śmiercią też nikt się nie zaraża, a przecież wszyscy umieramy*.

Ślepcy zostają zgrupowani w pomieszczeniach zamkniętych (a’la szpital czy obóz), zdani praktycznie wyłącznie na siebie. Jest jeden wyjątek: jedna z kobiet jest widząca, ale z pewnych powodów udaje też oślepłą. Rychło okazuje się, że gdy wzrok śpi, budzą się demony. Ze ślepców dość szybko odpadają pierwiastki człowieczeństwa, czy szerzej: humanizmu. Wartko budzi się wszelako rozumiana degeneracja. Kiedyś uważano, że moralność zależy od koloru krwi lub obfitości łez, a oczy nazywano zwierciadłem duszy, co wkrótce spowodowało, że ludzkość wpadła we własną pułapkę, gdyż jej oczy zaczęły zdradzać kłamliwość ust*. W grupie ślepych szybko pojawia się hierarchia, zaczyna rządzić brutalna siła, narzucająca swoją wolę, porządki. Szerzą się niskie pobudki i jeszcze niższe instynkty. Mamy do czynienia z całym możliwym katalogiem zachowań do jakich – okazuje się – zdolny jest posunąć się człowiek.

- Być może w świecie ślepców wszystko będzie wreszcie prawdziwe - odparł lekarz.

- A ludzie? - spytała dziewczyna w ciemnych okularach.

- Ludzie może wreszcie zaczną być sobą, ponieważ nikt nie będzie się im przyglądał*.

Na końcu jednak ślepcy, tak jak go utracili, tak też odzyskują wzrok. Znów mogą patrzeć. Widzialna rzeczywistość ponownie pojawia się, czas ślepoty szybko mija, zostanie wtrącony w pustkę zapomnienia. Na pewno?

- Chcesz wiedzieć, co ja o tym myślę?

- Oczywiście.

- Uważam, że my nie oślepliśmy, lecz jesteśmy ślepi. Jesteśmy ślepcami, którzy widzą. Ślepcami, którzy patrzą i nie widzą*.

W Ślepcach bierze udział 18 aktorów i kilkunastu statystów. Aktorzy są młodzi, ale grają – jak to zresztą u Zonia obowiązujące – kapitalnie, momentami przejmująco. Wcielić się plastycznie w rolę nagle oślepłego, zderzonego z tym wszystkim, co chwilę temu było widzialne i namacalne – to nie lada co. Tym większe jeszcze dla nich słowa uznania, że Ślepcy to spektakl pozawerbalny. Liczy się kreacja aktorska, muzyka, rekwizyty, gra świateł i nieco pirotechniki. Podstawowym rekwizytem aktorów są łóżka szpitalne. Imponuje, jak od strony technicznej oraz „aranżacyjnej” jest on wykorzystywany w przedstawieniu.

Przez media, elektroniczne przede wszystkim, przetoczyły się już przeróżne recenzje i interpretacje Ślepców. Chyba nawet dość trafne, dlatego nie ma co ich tutaj powielać. Faktem jest, że zarówno książka portugalskiego noblisty, jak i przedstawienie w reżyserii Jerzego Zonia, uruchamia tak wiele kodów interpretacyjnych - niezależnych od siebie, ale i dopełniających się – że każdy sam, kto tylko chce, „wyrobi sobie zdanie”. Co oczywiste: Ślepcy nie są kalką Miasta Ślepców, bo jest to po prostu awykonalne. Książka też jest mocniej nasączona brutalnymi sekwencjami w porównaniu do spektaklu.

Reżyser w wywiadach podkreślał na przykład, że m.in. jest to historia o uwalnianiu się z totalitaryzmu. Pewnie tak. Przytaczał zdanie zaczerpnięte z książki, które stanowić by mogło lejtmotyw sztuki: „jeżeli nie możemy żyć jak ludzie, to nie żyjmy przynajmniej jak zwierzęta”. Pojawia się tylko pytanie: nie jak ludzie, nie jak zwierzęta – zatem jak? Jak ślepcy?

- Spójrzmy prawdzie w oczy.

- Nie możemy, przecież jesteśmy ślepi*.

••

Po spektaklu była okazja porozmawiać z reżyserem i, nie zapominajmy, dyrektorem całego tego krakowskiego Międzynarodowego Festiwalu Teatrów Ulicznych. Mimo oczywistego zmęczenia całym projektem, widoczne było na jego twarzy mocne zadowolenie i ze swoich podopiecznych, i też z percepcji widowni na jego teatralną wizję Miasta Ślepców. I istotna informacja z punktu widzenia limanowskiego: w przyszłym roku w ramach tego Festiwalu na pewno jeden spektakl pojawi się w Limanowej.

•••

Kiedyś też byli na świecie niewidomi, Było ich jednak znacznie mniej, i to ludzie widzący ustalali reguły gry. Uczucia ludzi ślepych były nam obce. Teraz jest odwrotnie, żyjemy w świecie ślepców, a to dopiero początek*.

Kończąc więc, należy tylko polecić Ślepców wszystkim, którym nadarzy się okazja, aby ich zobaczyć. O książkach Saramago, wszystkich bez wyjątku, nie wspominając. W myślach pojawia się tylko przelotne zastanowienie, jak teatralny alchemik, Mistrz Zoń, przetransponował by na grunt swojego theatrum mundi takiego na przykład Baltazara i Blimundę…

* cytaty zaczerpnięte z Miasta Ślepców.

Tekst: SŁ
Foto: Bogdan Skrzekut

miasto_slepcow miasto_slepcow

miasto_slepcow miasto_slepcow

miasto_slepcow miasto_slepcow

miasto_slepcow