Szkiełko i oko

http://cache.gawker.com/assets/images/4/2010/01/polarbeartv.jpgLudzie bywają często zaszokowani, kiedy w skrzynce znajdują list od telewizji. I to jest normalne, bo jak ktoś jest większy optymista, czy marzyciel, nawet to sobie może w pierwszym odruchu pomyśleć, że proponują mu udział w jakimś programie, że wygrał samochód, albo -  o zgrozo - milion złotych, z którym sam jeszcze nie wie, co zrobi i sam nie wie, czemu akurat milion, ale już mu się ta wizja podoba. Tymczasem życie potrafi być suką, a suka nie zrobi ci kanapki.

 
Tymczasem to nie zaproszenie ani samochód, a już z całą pewnością nie milion. Pieniądze, owszem, ale nie do odebrania, a do zapłacenia, ba - nawet do uregulowania (tu wypadało by powstawiać małe przerwy między sylabami, kiedy ktoś będzie to komuś opowiadał) nieuregulowanych (tutaj też) rachunków między odbiorcą - konsumentem, a telewizją i radiofonią publiczną.
Tak, tak, zgadza się w stu procentach - ten abonament, o którym słyszy się co czas jakiś tu i ówdzie, te nawoływania, że płać, odbiorco, abonament, bo trzeba, no więc to wszystko nie było kiepskim żartem. To było, owszem, kiepską, ale jednak rzeczywistością.

Obowiązek płacenia abonamentu radiowo - telewizyjnego istnieje i to - jak się okazuje - istnieje od lat. Płacić go (podobno) trzeba, bo jak nie, to przyjdą upomnienia, odsetki, a kto wie, może nawet windykacja. Ale przecież abonament ten jest sprawą publiczną, a jak wiadomo publiczne sprawy z założenia są wyposażone w dziwne rzeczy. Ale po kolei.

"W pierwszej kolejności należy podkreślić, że opłaty abonamentowe pobiera się w celu umożliwienia realizacji misji publicznej przez radio i telewizję. Dotyczy to tylko nadawców publicznych (takich jak np. TVP1, TVP2, PR I, II, III Polskiego Radia itd.)."

Jaka jest konkretnie misja publiczna tychże? Ano zwykle jednakowa - podawanie wygodnych i jednostronnie politycznie poprawnych fak... tfu. Informacji. Poza tym nadawanie słabego programu, puszczanie słabych filmów i zwykle równie słabego repertuaru w przypadku radia, nie licząc naturalnie pana Niedźwiedzkiego. Dalej.

"Opłatę abonamentową pobiera się za używanie odbiorników radiofonicznych oraz telewizyjnych, jednocześnie domniemywa się, że osoba, która posiada odbiornik radiofoniczny lub telewizyjny w stanie umożliwiającym natychmiastowy odbiór programu, używa tego odbiornika. Zetem, już samo posiadanie radia (także w samochodzie) lub telewizora zobowiązuje nas do zapłaty abonamentu. Zasada jest prosta: jedno gospodarstwo domowe – jeden abonament."

I tu już mamy sprawę grubszego kalibru, bo mamy domniemanie (trochę trudniej, ale sylabować, to robi wrażenie). Domniemanie (sylaby, sylaby...) sprawia, że samo posiadanie odbiornika telewizyjnego, czy też radiowego jest wystarczającym powodem na domniemanie jego używania w celach odbioru telewizji publicznej, bądź którejś z publicznych rozgłośni radiowych. Jakim prawem - nie wiem, nie jestem prawnikiem. Bawi mnie to jednak niezmiernie, bo gdy zabawić się w analogizowanie sytuacji do innych przedmiotów, to wychodzi na to, że każdego normalnego człowieka powinno się natychmiast odizolować profilaktycznie, ponieważ każdy normalny człowiek ma w domu przynajmniej jeden nóż, który zwykle jest w stanie umożliwiającym natychmiastowe zamordowanie innego człowieka, więc domniemać sobie można, że posiadacz noża kogoś tym nożem zabija. Tak, nie zabił, a zabił, zabija i zabijał będzie. Albo inaczej, albo inaczej - każdy posiadacz dziecka w wieku poniżej lat szesnastu, którego to dziecka stan umożliwia natychmiastowe wykorzystanie go seksualnie jest domniemany (tak się mówi?) o pedofilię. No doskonałe, nie sądzicie? Sam bym tego lepiej nie wymyślił.

Ale, ale, to nie koniec. Zastanówmy się, czym też jest odbiornik. Czy jest to tylko pudło zwane potocznie telewizorem, albo radiem? A co, jeżeli czyjś komputer może odbierać telewizję i radio? Albo, nie daj wszelka siło stwórcza, ktoś ma telefon o podobnych możliwościach? Tego też nie wiem, bo nie chciało mi się doczytać.
I na nic tłumaczenia, że telewizor służy nam do grania na konsoli, albo jest, ale nie używamy. Na nic przemowy o wykorzystywaniu sprzętu grającego do odtwarzania płyt, naturalnie z muzyką legalnie ukradzioną z internetu. Na nic przekonywanie, że w samochodzie na starym kaseciaku słuchamy przegranej na jamniku kasety Metallici, którą w samochodzie zostawił nasz ojciec. Masz odbiornik - jesteś domniemany o odbieranie i musisz płacić.

Choć nie zawsze. Bo:

"UWAGA ZWOLNIENIA!!!
Oczywiście istnieje także grupa osób zwolnionych z obowiązku płacenia abonamentu. są to:
1. osoby, co do których orzeczono o zaliczeniu do I grupy inwalidów, całkowitej niezdolności do pracy, znacznym stopniu niepełnosprawności lub trwałej lub okresowej całkowitej niezdolności do pracy w gospodarstwie rolnym;
2. osoby, które ukończyły 75 lat;
3. osoby, które otrzymują świadczenie pielęgnacyjne lub rentę socjalną;
4. osoby niesłyszące, niewidome;
5. osoby, które ukończyły 60 lat oraz mają ustalone prawo do emerytury, której wysokość nie przekracza miesięcznie kwoty brutto 1551,48 zł;
6. osoby korzystające z pomocy społecznej;
7. jeżeli dochód rodziny w przeliczeniu na osobę albo dochód osoby uczącej się nie przekracza kwoty 504,00 zł.
8. osoby bezrobotne,
9. osoby posiadające prawo do zasiłku przedemerytalnego lub do świadczenia przedemerytalnego."

Jednak i tutaj sprawa ma się zabawnie, a jakże, ponieważ:

"Jednakże, jeżeli chcemy korzystać ze zwolnienia, musimy pamiętać, o obowiązku złożenia stosownego oświadczenia na poczcie, wraz z kopią dokumentów, które potwierdzają nasze prawo do zwolnienia."

I tutaj mam kolejne nierozwiązane zadanie z dwoma niewiadomymi. Bo (wiem, nie powinno się zaczynać zdania od "bo", ale to wybitnie podnosi napięcie) jeżeli, dajmy na to, jestem bezrobotny i złożę stosowne oświadczenie, a jaki czas później znajdę pracę, to co konkretnie wtedy mam zrobić? Złożyć oświadczenie, w którym orzekam, że już mam pracę i znowu mogą mnie okr... nie tak. Mogą zbierać ode mnie harac... Znowu nie tak. Jestem zobowiązany do uiszczania opłat? Czy może oni sami się o tym dowiedzą? A jeżeli tak, to dlaczego nie dowiadują się sami o moim bezrobociu? Znowu nie wiem, a wyczuć ciężko.

Koniec jednak wieńczy dzieło i prawo poznaje się nie po tym, jak jest sformułowane, a po tym, jak jest egzekwowane. Otóż proszę sobie wyobrazić, że rzeczeni oni, którzy chcą od nas pieniądze za domniemane oglądanie telewizji, zwyczajnie nie mają pojęcia, czy my w ogólności jakiś odbiornik posiadamy, bo Orwell do końca nie zawitał jeszcze w naszym świecie. Jak więc dowiadują się o tym? I tutaj werble, napięcie sięgające zenitu i cisnące niemiłosiernie pęcherze: pan Zenek, znajomy listonosz, będzie nam wchodził do domu i sprawdzał, czy mamy odbiornik. Naturalnie pojawia się pytanie, czy pan hipotetyczny Zenek ma kompetencje do osądzania o posiadaniu karty telewizyjnej przez nasze komputery, ale nie to jest najfajniejsze. Najfajniejsze jest to, że pana Zenka możemy zwyczajnie nie wpuścić i wtedy się równie zwyczajnie nie dowie. Ale, ale - tutaj hit kompletny i ogólnie dzwońcie po TVN - fakt nie wpuszczenia nie oznacza nie rejestracji odbiornika. Czyli co? Nie wiadomo (sylaby, do kroćset!).

Teraz zostały mi dwa dylematy. Pierwszy jest taki, że nie wiem, jakie zdjęcie wrzucić do tekstu. Wrzucam więc zdjęcie Spocka (to chyba Spock) widniejącego na ekranie telewizora - niedźwiedzia polarnego, którego grecka nazwa brzmi Arctos, od czego nazwę swą, jak domniemuję, wzięła Arktyka, na której to żyją te niedźwiedzie. Drugi dylemat jest taki, że nie wiem, jak zakończyć ten tekst, więc musi Wam wystarczyć historia o niedźwiedziu.

Tekst: HiKrush
Cytaty zaczerpnięte przez czyste lenistwo z: http://limanowa.in/pogodzinach,2975.html
Źródło zdjęcia: http://cache.gawker.com/assets/images/4/2010/01/polarbeartv.jpg