ACTA. WTH*!?

Nie będę się trudził wyjaśnianiem, czym ACTA jest. Na ten temat wypowiadali się już chyba wszyscy, przybliżając bardziej lub mniej całą umowę. Poniżej zamieszczam link, do umowy, jest on w języku polskim. W całej sprawie mamy jednak do czynienia z bardzo dziwną sytuacją, która jeśli nie jest niepokojąca, powinna co najmniej zmusić do refleksji.

 

Przeglądając Internet w poszukiwaniu informacji o tym, jak inne kraje na porozumienie reagują, trafiłem na ten artykuł. Jest on w języku angielskim, dlatego w skrócie przytoczę, jego treść. Otóż 23 czerwca 2011r. meksykański kongres uchwalił rezolucję, która miała na celu zobligowanie wykonawców do nie podpisywania ACTA. Umowa ta nie była jednak dla wspomnianych wykonawców wiążąca. Z drugiej strony nawet podpisana umowa musiałaby zostać ratyfikowana przez rząd, więc i tak nic straconego. Dalej jest mowa o tym, że taka umowa nie zostanie podpisana podczas trwania kadencji obecnego rządu, czyli przynajmniej do sierpnia 2012. Wspomina dalej, że mają zostać wprowadzone rozporządzenia legislacyjne, które zagwarantują, że umowa nie zostanie podpisana w przyszłości. Mowa jest tam też o publicznym dialogu, konsultacjach i wyjaśnieniu o co tam właściwie chodzi. Całość zaś była odpowiedzą kongresu na zamieszanie jakie powstało wokół umowy pół roku wcześniej. Czyli pomimo tego, że Meksyk brał udział w negocjacjach, nie stało to na przeszkodzie, aby umowę odrzucić. Zachęcam do przeczytania, jeśli ktoś jest na tyle biegły w języku angielskim. Nie wiem, jak to wszystko potoczyło się dalej, ponieważ nie dotarłem do świeższych informacji. Jednakże na podstawie tego, co znalazłem, mogę śmiało stwierdzić, Meksyk nie podpisał i nie podpisze w najbliższym czasie umowy ACTA.
W Polsce o całej sprawie głośno zrobiło się dopiero w ostatnią sobotę (21 stycznia 2012r.) Jednakże burza, którą ACTA rozpętała, przybiera coraz większych proporcji i, jak na moje oko, przyjęła już rozmiar tajfunu. Mieliśmy blokady serwisów rządowych, prywatnych stron rządzących, w tej chwili protesty środowiska internetowego, wyłączanie serwisów, publiczne demonstracje, ogólnie rzecz ujmując jeden wielki protest.
Z drugiej strony stoi polski rząd, który twierdzi, że wszystko jest w porządku, że mająca zostać podpisana umowa międzynarodowa nie zmienia nic w rodzimym prawie. Tu pojawia się oczywiste pytanie, zadane już mnóstwo razy. Skoro nic nie zmienia, to po co podpisywać?
Nasz rząd twardo mówi, że nie da się zastraszyć hakerom, nazywając ich terrorystami. Jeśli jednak zastanowić się nad tym przez chwilę, terrorystą można nazwać dowolnego strajkującego, czy protestującego. Przecież każda tego typu demonstracja ma na celu destabilizację, chociażby czasową, państwa czy rządu, aby ten zgodził się na ich warunki. Nikt nie zginął, nie zdarzyło się nic strasznego, a ktoś z góry zaczyna panikować i wytacza ciężkie działa i argumenty, zupełnie przeoczając fakt, że blokady, protesty, zamieszanie, to głos społeczeństwa, które rząd ma prezentować, a nie decydować arbitralnie, bo tak.
Jednym z głosów przeciwko podpisaniu ACTA jest tajemnica, która otacza cały proces wprowadzania przepisu. Rząd twierdzi, że tajemnicy nie ma, że rozmowy były. Z kolei inne strony zainteresowane mówią coś zgoła innego. Nikt się z nimi nie kontaktował, nikt nie konsultował, nie było żadnego dialogu. Rząd zapowiada rozmowy, konsultacje, regulacje, jednakże dopiero po fakcie. Tu przypomnę o przytoczonym wcześniej przykładzie Meksyku.
Wczoraj przeczytałem treść porozumienia. Teoretycznie nie ma tam nic wielkiego, zwykła umowa międzynarodowa, która ma na celu zapobieganie kradzieży własności intelektualnej. Całość jest jednak bardzo mglista i daje szerokie pole manewru w zakresie egzekucji, której tak właściwie umowa dotyczy. Nawet nie chodzi o ochronę praw autorskich czy własności intelektualnej, a o narzędzia i prawa do egzekucji. Zapewnia dostęp do prywatnej własności, obligując dostawców do dostarczania informacji o ruchu sieciowym. Z drugiej strony jest tam mowa o poszanowaniu prywatności. O co tu więc chodzi?
Ochrona praw autorskich i własności intelektualnej jest ważna. Przecież nikt nie lubi, gdy jest z niej okradany. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy. Nie o to tu faktycznie chodzi, tylko o pieniądze, które nie trafiają tam, gdzie niektórzy chcą. Wynika to z tego, że środowisko internetu jest ogromne, przyjmie wszystko, wszystko udostępni, a przy tym wymyka się wszelkim próbom narzucenia kontroli. Osoby, które tego nie widzą, nie potrafią się dostosować, są jak dinozaury. Wszyscy wiemy, co je spotkało (wszyscy, którzy akceptujemy naukowy model ewolucji). Wielu artystów korzysta z możliwości oferowanych przez internet, udostępniając swoją twórczość online, pomijając zupełnie wytwórnie muzyczne. Niektórzy polscy artyści są także zaniepokojeni obrotem sprawy i sposobem realizacji całego przedsięwzięcia. Na kanale YouTube swojego zespołu My Riot, swoją opinię na ten temat wyraził Glaca, znany w cięższych kręgach muzyk. W sprawie ACTA i korporacyjnego przemysłu muzycznego wypowiedział się także Paweł Kukiz, zrobił to w sposób niepochlebny.
Nie mam pojęcia, jak to wszystko się skończy, czy w najbliższą sobotę ambasador Polski, upoważniony przez premiera Donalda Tuska podpisze umowę. Zobaczymy za trzy dni. Jest jednakże pewna sprawa, która napawa mnie optymizmem. Otóż Polacy zaczynają zauważać, że rząd, który ma reprezentować interesy obywateli, reprezentuje faktyczynie interesy własne. Daje to nadzieję, że coś zmieni się w mentalności Polaków. Czas pokaże. Pamiętajmy o tym. Cytując Orwella, póki jeszcze mogę, ‘Cała nadzieja w prolach.’

Dla zainteresowanych pełna treść umowy ACTA po polsku.

 

Marek 'Days' Wilkowski

_________________

* z angielskiego 'what the hell' - co do diabła (przyp. aut.)