Wag the dog

Wag the dogŻyjemy w czasach, które można by nazwać erą cyfrową. Jesteśmy ciągle poddawani procesowi „ucyfrawiania”. Odległość nie jest już żadną przeszkodą, tak jak i czas. Dawniej, żeby na przykład porozmawiać o ostatnio przeczytanej książce, członkowie klubu dyskusyjnego musieli zostać powiadomieni o terminie spotkania, na które musieli jeszcze przybyć. Teraz to wszystko możemy zastąpić założeniem tematycznego forum internetowego,dzięki któremu każdy zainteresowany (swoisty członek) może włączyć się do dyskusji, kiedy ma na to czas i ochotę.

 

Nowe media pozwalają również na zobaczenie i usłyszenie rzeczy, których bez nich nie bylibyśmy w stanie nawet sobie wyobrazić, czynią niemożliwe możliwym. W każdej chwili możemy obejrzeć nagranie z trzęsienia ziemi czy wybuchu wulkanu, siedząc wygodnie przed ekranem komputera dziesiątki i setki kilometrów od miejsca tego zdarzenia. Nie dość, że możemy to zobaczyć, to jeszcze w Internecie mamy możliwość zareagowania na to, co widzimy, poprzez napisanie odpowiedniego komentarza. Jednak fakt, że nigdy nie byliśmy świadkami np. przejścia przez miasto cyklonu, czy sztormu na środku morza lub innego wydarzenia, które trudno opisać, a trzeba zobaczyć, daje mediom ogromne możliwości przemodelowywania i przekształcania rzeczywistości dla własnych potrzeb. Wspaniale te mechanizmy i strategie wszechmocy mediów są pokazane w amerykańskich filmach „Flags of Our Fathers” i „Wag the Dog”. Przy czym chciałabym zauważyć, że film „Wag the Dog” jest z 1997 roku i już wtedy możliwości były ogromne, o czym możemy się przekonać oglądając, więc jak to musi wyglądać teraz (prawie 13 lat później), skoro nauka i postęp technologiczny nie stoją w miejscu. Między innymi te zjawiska i problemy porusza Martin Pogačar w swoim artykule „(New) Media and Representations of the Past”.

Autor zajmuje się tu głównie badaniem przemodelowanego i przekształconego obrazu mediów oraz wpływem tegoż na rozumienie i postrzeganie rzeczywistości, zapamiętywanie i pamięć, interpretację i narratywizację przeszłości oraz jej rozumienie, a także zmiany w postrzeganiu historii i tożsamości narodowej i międzynarodowej. Bierze też pod uwagę relacje i zmiany między wspólnotą, pamięcią i łącznością (CMC) w erze cyfrowej oraz ich wpływem na różne grupy społeczne.

Artykuł ten wprowadza kilka ważnych dla badań medioznawczych pojęć. Najpierw Wspólnota – Pamięć – Łączność, czyli w skrócie CMC (z ang. Collectivity – Memory – Connectivity), które są podstawowym budulcem jakichkolwiek społeczności. Tutaj też pojawia się pierwsza różnica między społecznościami naturalnymi, rzeczywistymi, a cyfrowymi, wirtualnymi – społeczności offline budują łączność na wspólnych wspomnieniach, a te online budują wspólne wspomnienia na podstawie wcześniejszych połączeń interpersonalnych. Do technologii komunikacyjnej potrzebne są narzędzia, aby można było przekazać komunikat członkom społeczności i poza nią. Niezbędny jest też język, bez niego nie da się przeprowadzić żadnego aktu komunikacji, ale język istnieje tylko podczas tego aktu. Jest to swoisty paradoks – komunikacja jest rezultatem i jednocześnie warunkiem wspólnoty. Kiedy istniały jeszcze tylko społeczeństwa porozumiewające się oralnie, grupy posiadające wspólną pamięć nie mogły być wielkie. Zmieniło się to diametralnie kiedy włączona do użytku została technologia cyfrowa, taka jak Web 2.0. Prawdziwe wydarzenia zostały zagubione w czasie. Cyber – pamięć sprawia, że ludzie nie muszą tak wiele zapamiętywać. Autor twierdzi, że cyberprzestrzeń nie jest zdeterminowana geograficznie, nie posiada żadnych terytoriów, a poruszanie się po niej przypomina bardziej podróż po morzu niż po lądzie – możemy w każdej chwili zmienić kierunek. Jednak w latach dziewięćdziesiątych silnie krytykowano cyberprzestrzeń. Uważano, że eliminuje ona kontakty socjologiczne. Interakcyjność Internetu umożliwia ludziom wyrażanie swojej indywidualnej opinii na temat wszystkiego, jednak, jeżeli ktoś ją powieli i będzie przekazywał dalej, nie będzie ona już indywidualna ale masowa.

Drugim, używanym najczęściej w całym artykule pojęciem jest reprezentowanie przeszłości w Internecie, czyli w skrócie ORP (z ang. online representations of the past). Zmiany w ORP mają ogromny wpływ na zmiany w CMC i odwrotnie. Podstawą komunikacji w kolektywach offline jest wspólna pamięć, dzielą oni wspomnienia i doświadczenia. Jej członkowie żyją w tej samej czasoprzestrzeni, dzielą też terytorium. Dzięki temu istnieje miedzy nimi łączność. Natomiast społeczności wirtualne zachowują się dokładnie na odwrót. Najpierw się komunikują i na tej podstawie budują swoją wspólną pamięć. Łączą one ludzi o podobnej ideologii. Założenia te są bardzo utopijne. Ludzie mogą poszukiwać w cyberprzestrzeni przyjaciół i bratnich dusz bez ograniczeń terytorialnych. Autor przypomina też, za Lisą Nakamura, że zachowania w realnym świecie przekładają się na zachowania w świecie wirtualnym. Pamięć cyfrowa jest bardziej giętka, co stwarza więcej możliwości. Ta cyfrowa technologia stała się tak powszechna i ogólnodostępna, ze teraz każdy w dowolnym momencie może uwiecznić wszystko za pomocą aparatu czy kamery. Sprawia to, że reprezentowanie przeszłości staje się bardzo osobowe, subiektywne. Nie potrzeba już nadrzędnego narratora, który opowiadałby o zdarzeniach. Na końcu Pogačar zauważa, że granice miedzy światem online i offline wyraźnie coraz bardziej się zacierają.

Autor ciekawie podszedł do zagadnienia i omówił je w wystarczający sposób. Zgadzam się z jego poglądami i spostrzeżeniami, jednak chciałabym zauważyć, że Internet jest w pewnym sensie terytorialny. Będąc w Polsce nie możemy korzystać z iTunes, Amazon.com czy Spotify, a ostatnio informowano, że ominie nas też sklep muzyczny Zune Pass. To tylko kilka z licznych przykładów. Poza tym artykuł jest ciekawy i warty przeczytania.

Tekst: Maga

Foto: Michał Rudek