Jabłka Adama

NergalSzydzenie z pana Adama Darskiego jest grubym nietaktem z przynajmniej dwóch powodów. Pierwszy to okazja, dzięki której głosy szydercze i ironiczne miały możliwość zaistnienia, czyli pana Adama Darskiego choroba właśnie, która w tym przypadku wykorzystana została jako punkt zapalny wszystkich tych syczących języków, które pod maską świątobliwej nadziei starają się panu Darskiemu w tej trudnej chwili dopiec.

 

 

Tymczasem choroba sama w sobie to jest rzecz z grubsza neutralna oraz obiektywna i narzędziem szyderstw stać się nigdy nie powinna choćby i z tej prozaicznej przyczyny, którą Kant określił jako imperatyw kategoryczny, a co w chrześcijaństwie wyraża się słowami „Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”. Jak ktoś lubi co innego, jak do kogoś nie przemawia ani Kant, ani chrześcijaństwo, to może zamienić to na buddyjską karmę, teorię wielkiego powrotu, czy mściwe zapędy Maryjne, z których to zapewne wywodzi się popularne w niektórych kręgach powiedzonko „Pokarała Bozia”. Tak, czy inaczej nikt z nas by chyba nie chciał na żadną chorobę zapaść, niezależnie od tego, czy byłaby to białaczka, czy zwykły katar, ani tym bardziej żeby na jakąś chorobę zapadł ktoś z naszych bliskich, a jak już się takie nieszczęście komuś by przydarzyło, to by z pewnością nie miał życzenia, aby ktoś z niego szydził, bo to jest zwyczajnie w wybitnie złym guście, nie po chrześcijańsku i kto wie, może nawet kogoś zaboleć.

 

O ile powód pierwszy zdaje się być jasny i chyba dla wszystkich zrozumiały, tak nad powodem numer dwa trzeba już nieco się zastanowić. Otóż drugim powodem, przez który z pana Adama Darskiego stanu zdrowia szydzić nie należy jest całej sytuacji kontekst. Bo – nie ukrywajmy – cała sytuacja przez życzliwych ludzi kojarzona jest i łączona ze scenicznym wizerunkiem pana Adama Darskiego, czyli postacią Nergala, głosu zespołu Behemoth. Szydzenie ze zdrowotnego stanu pana Adama Darskiego w przynajmniej lwiej części przypadków łączy się z jego scenicznym image do tego stopnia, że choroba przestaje być traktowana jako okoliczność obiektywna, która przytrafić się może każdemu, a podciągana jest często do rangi naturalnej konsekwencji czynów Nergala na scenie, które to czyny są, no, co by nie mówić, co najmniej niepoprawne politycznie. Jednak pomimo tego dziwnym wydaje się być za te czyny obarczanie pana Adama Darskiego, a jego chorobę traktować jako karę doczesną wymierzoną w jego osobę, a to z tej prozaicznej przyczyny, że pan Adam Darski i Nergal to są zwyczajnie dwie różne osoby.

Nergal jako taki to jest postać sceniczna. Scena to miejsce służące do robienia przedstawień, a przedstawienia to są fikcyjne wydarzenia służące rozrywce. Mówiąc językiem dwudziestego pierwszego wieku, scena to miejsce, w którym robi się show, żeby ludzie się cieszyli i w zamian za korzyści niematerialne płynące z przedstawienia wykonywanego przez artystę wynagradzali owego artystę już czysto materialnie, to znaczy zwyczajnie zapłacili mu za performance. Jak, dajmy na to, człowiek idzie do kina, to płaci za pracę reżysera, scenarzysty, scenografa, kamerzysty i całej reszty ekipy oraz aktorów, którzy tą pracę włożyli w film, aby w efekcie końcowym widz mógł cieszyć się, czy w ogólności dostać to, czego oczekuje w zamian za te kilkanaście, czy kilkadziesiąt złotych za bilet. Mniej więcej to samo jest na koncercie. Ludzie zapewne chcą poczuć bliskość z wykonawcą, muzykę graną na żywo, poczuć wibracje powietrza, ale poza tym chcą zobaczyć taki show, jakiego oczekują. Wymagania odnośnie performance'u różnić się będą w zależności od indywidualnych preferencji widzów i ich naturalną konsekwencją będzie wybór określonego filmu, sztuki teatralnej, czy koncertu. Jak ktoś lubi ciężką, mroczną, energetyczną muzykę z sugestywnymi wydarzeniami na scenie, to pójdzie na koncert Behemotha i dostanie to, czego oczekuje, bo Behemoth robi taki, a nie inny show. Jak ktoś lubi mocne, klimatyczne filmy, które są trudne, ale w zamian za włożony wysiłek w ich zrozumienie otrzymuje się nagrodę w postaci ogromnej satysfakcji, to pójdzie do kina na Białą wstążkę, ale jak ktoś lubi proste rozrywki, akcję, wybuchy i znanych aktorów, to pójdzie na Niezniszczalnych i też się zapewne będzie świetnie bawił. Do czego zmierzam? Już tłumaczę.

Otóż określanie choroby pana Adama Darskiego karą za czyny Nergala jest posunięciem tak dalece bezsensownym, że aż mi się brwi marszczą, bo to jest mniej więcej tak, jakby oskarżać Charlotte Gainsbourg o to, że w Antychryście doprowadziła do śmierci dziecka. Dlatego też dziwne jest krytykowanie pana Adama Darskiego za czyny popełnione na scenie przez Nergala. Że stargał Pismo Święte? I co z tego? Widziałem dziesiątki, jeżeli nie setki filmów, w których burzono kościoły, mordowano, gwałcono, czytałem mnóstwo książek, w których działy się rzeczy o wiele straszniejsze i bardziej obrazoburcze, widziałem sztuki teatralne, w których bohaterowie opowieści paktowali z samym Diabłem. Ale za każdym razem korzystałem ze zdrowego rozsądku, który przez cały czas mówił mi „To tylko film/książka/teatr, to się nie dzieje naprawdę, ci ludzie, nie istnieją i to, co robią nie dzieje się w świecie realnym”. I tak, kiedy oglądam sobie na YouTube filmik, na którym Nergal targa Pismo Święte, a tłumy szaleją, to za każdym razem myślę sobie „Świetny performance, gratuluję sukcesu”. Ostatecznie nie każdy zespół może pochwalić się tłumami krzyczącymi w ekstazie.

Wracając do tematu gremium szyderców, zastanawiam się, jak wyobrażają sobie oni codzienne życie Nergala. Że niby Nergal rano idzie do sklepu po bułki na śniadanie w pełnym rynsztunku scenicznym i z akompaniamentem Inferna, growlem prosi panią za ladą o pięć bułek razowych i serek topiony, po czym roztrzaskuje krzyż o regał z karmą dla kotów? No, ja również nie sądzę. Bardziej wyobrażam sobie pana Adama Darskiego, bardziej wyobrażam sobie normalnego człowieka, który je tak samo, jak ja, śpi tak samo, jak ja i kto wie, przy odrobinie dobrej woli ze strony zbiegu okoliczności korzystał kiedyś z tego samego publicznego WC, co ja, a jedyna rzecz, która łączy go z jego scenicznym wizerunkiem, to ciało i umiejętności, których użycza Nergalowi na czas koncertów. Dlatego też uważam, że wykorzystywanie choroby pana Adama Darskiego w celu wyszydzenia go, żeby mu w tej zapewne trudnej dla niego chwili dopiec, bądź by za pomocą internetu zamieścić swój wyimaginowany prestiż w kartach historii, to jest posunięcie nie dość, że kompletnie niecelne, to jeszcze niesmaczne i poziom autora może określać jako w najlepszym przypadku słaby.

No, chyba, że się mylę. Chyba, że to wszystko nie jest tylko przedstawieniem mającym za zadanie zarobić na siebie i aktorów. Że pan Adam Darski i Nergal mają ze sobą wspólnego więcej. Że czyny Nergala są demonstracją nastrojów pana Darskiego, że słowa wyśpiewywane w piosenkach i przekaz, który ze sobą niosą tak naprawdę są poglądami autora, że jego sceniczny image jest egzamplifikacją tego, jak on widzi swoje wnętrze, a przede wszystkim, że przekaz, którego dostarcza swoim fanom, styl życia i poglądy, według którego jego fani żyją i które wyznają oraz propagują rzeczywiście nie są tylko scenicznym performance'm, a czymś, z czym pan Adam Darski się utożsamia i co chce przekazać innym, prezentując to w taki właśnie sposób. W takim wypadku cała moja teoria musiałaby wziąć w łeb.

Tekst: HiKrush,
Rysunek: Wiesiek