Lekcje sposobów patrzenia na świat

1Rozmowa z Jolantą Bugajską, autorką książki Ludzie stąd.

 


Opierałaś się trochę przed tą rozmową. Czemu?

Po pierwsze nie chciałam, żeby wyszła z tego jakaś autopromocja. A po drugie zdecydowanie lepiej czuję się po tej drugiej stronie, jako zadająca pytania.

 

Materiał składający się na Ludzi stąd to teksty, które publikowane były w różnych mediach z którymi współpracowałaś. Skąd i dlaczego pomysł by wydać je w formie książkowej? Powiedz coś o tym.

Niejednokrotnie słyszałam, że szkoda, że tekst o kimś był w gazecie i… nie można go już dostać. Taki jest urok jednodniowej prasy. Stąd pomysł, by teksty zebrać, wydać i ocalić od zapomnienia. Od pomysłu był już tylko krok do realizacji.

 

A czemu akurat te a nie inne osoby brałaś na bohaterów swoich tekstów? Był jakiś uniwersalny klucz albo kryterium, które musieli spełnić?

Jak wspomniałeś, Ludzie stąd zawierają teksty publikowane w prasie. Zatem nie był to materiał specjalnie tworzony na potrzeby książki. Pula postaci była ograniczona do tych bohaterów, z którymi miałam okazję się spotkać przez lata współpracy z mediami. Drugim kryterium była uniwersalność tekstów. Odpadły więc rozmowy dotyczące spraw niegdyś bieżących. Wreszcie trzecią kwestią była atrakcyjność czytelnicza, nazwijmy to – literackość tekstów. Jak widzisz nie był to zatem klucz personalny.

 

Któraś z tych osób, bezpośredni kontakt z nią, rozmowa zapadły ci szczególnie w pamięć, sprawiły zaskoczenie, wywołały jakieś poruszenie; generalnie – zostawiło jakieś piętno? Samej tobie te rozmowy coś dały? Co?

Tak naprawdę pamiętam każdą rozmowę i okoliczności, w jakich ją prowadziliśmy. Bo to są autentyczne spotkania z drugim człowiekiem - gdy ktoś ofiaruje mi swój czas i pozwala wejść w jego świat, posłuchać jego historii. Dlatego uważam, że wartością tej książki są właśnie ci zwykli-niezwykli bohaterowie, którzy obdarzyli mnie zaufaniem i podzielili się swoimi wspomnieniami, marzeniami, opowieściami o pasjach, problemach, codzienności. Każda taka rozmowa jest dla mnie cenną przygodą, lekcją sposobu patrzenia na świat.

 

Wiesz, pytam o takie rzeczy, bo niektóre z opisanych przez ciebie historii czy zdarzeń są przejmujące. Nie sposób czytając tekst otwierający Ludzi stąd czy ten o Małgosi Dziedzic albo Magdzie Bogdanowicz nie poczuć emocji.

Pytasz, czy w czasie tych rozmów są emocje? Oczywiście że są i to po obu stronach. W tekstach staram się bezpośrednio nie nazywać swoich odczuć, natomiast zależy mi, aby czytelnik te emocje poczuł. Bo przecież, jak sam to trafnie określiłeś, te postacie i ich historie są absolutnie przejmujące. Wojciech Tochman w jednym z wywiadów stwierdził, że reporter nie powinien angażować się emocjonalnie w opowiadaną historię. Mi się to nie udaje, ja się zwyczajnie ze swoimi bohaterami zaprzyjaźniam i przynajmniej przez jakiś czas ich historiami żyję. Czuję się też za powierzone mi historie w jakiś sposób odpowiedzialna.

 

Jest jakaś osoba – spośród „ludzi stąd”, bądź też w ogóle – z którą chciałabyś zrobić wywiad albo napisać o niej reportaż?

Książka, mam nadzieję, pokazuje, że wśród nas żyje naprawdę wiele wspaniałych postaci, które są najwspanialszymi ambasadorami Ziemi Limanowskiej. Oczywiście mam świadomość, że do wielu osób jeszcze nie dotarłam, o wielu pewnie zwyczajnie nie wiem. Jestem otwarta na takie sugestie i podpowiedzi. Tak naprawdę każdy ma do opowiedzenia swoją niepowtarzalną historię, to tylko kwestia jej wysłuchania i interesującego przekazania dalej. Natomiast zwróciłabym uwagę na coś innego. Gdy zaczynałam przygodę z mediami, propozycja rozmowy była odbierana jak rodzaj wyróżnienia. Teraz bywa, że spotykam się z nieufnością, bo media postrzegane są jako te, które szukają taniej sensacji. Wcale się tym osobom nie dziwię. Zauważ, że media szukają „atrakcyjności” czytelniczej, a to co dobre i wartościowe wydaje się nie być interesujące. Ginie więc autentyczne spotkanie i ciekawość drugiego człowieka.

 

Wspomniałaś wcześniej o kryterium literackości tekstów. Nie myślałaś, by spróbować się też w pisaniu bardziej literackim? Radość pisania ewidentnie w sobie masz – a twoje dziennikarstwo, rzecz oczywista, jak najbardziej cię do literackich prób predestynuje. A może takie próby już za tobą? Czyniłaś je? Może są gdzieś, w tej przysłowiowej szufladzie, namacalne tego efekty? Są? No powiedz prawdę Jola.

Niedawno usłyszałam, że powinnam porzucić wszelkie zajęcia i pisać, pisać, pisać. Ale spokojnie, to ani mnie, ani czytelnikom nie grozi (śmiech). Próby literackie… nie mówię, że nie. W szufladzie (czy raczej w komputerowym pliku) są zanotowane pomysły na coś stricte literackiego. Może kiedyś…

 

Nakład Ludzi stąd jest już na wyczerpaniu, a gdy ta rozmowa się ukaże, będzie wyprzedany. Będzie dodruk i drugie wydanie? A może jakaś kontynuacja?

Docierają do mnie sygnały o zapotrzebowaniu na Ludzi stąd, ale… dodruku i drugiego wydania chyba nie będzie. Ta pozycja nie spotkała się z zainteresowaniem lokalnych samorządów, a kolejna bezzwrotna inwestycja z własnych środków chyba nie miałaby sensu. Co do kontynuacji – kto wie, może za jakiś czas kolejne teksty stworzą drugi tom? A może zainteresowanie skieruję teraz na ludzi np. z ziemi sądeckiej?, bo z taką propozycją się spotkałam.

 

Ok. Kończymy. Co jest w życiu ważne Jola?

Ojej, jakie poważne pytania zadajesz. Zauważ, że przedstawiani w książce bohaterowie mają własne, indywidualne sposoby na swoje dobre życie. I chyba właśnie to jest najważniejsze. Żyć w zgodzie z sobą, w harmonii ze światem, koncentrując się na tym co „teraz”.

•••

O AUTORCE:

Z urodzenia i zamiłowania limanowianka. Na co dzień polonistka w limanowskim I LO. Po godzinach – dziennikarka. Współpracowała z sądeckimi oddziałami „Gazety Krakowskiej” (2001-2008) i „Dziennika Polskiego” (2008-2010), a następnie z „Dobrym Tygodnikiem Sądeckim” (od 2010). Nieprzerwanie, od 11 lat, publikuje też w „Echu”.

Ścieżka edukacyjna: I LO w Limanowej (klasa o profilu humanistycznym, choć matematykę bardzo lubiłam, więc human nie jako ucieczka przed myśleniem ścisłym i konkretnym). Później polonistyka na UJ w Krakowie i studia uzupełniające z dziennikarstwa na AP w Krakowie w tzw. „szkole Bauera i Chudzińskiego”, a tam staż dyplomowy u red. Leszka Rafalskiego (wówczas zastępcy naczelnego Gazety Krakowskiej) i tak to się zaczęło… Ale dziennikarstwo to też hobby i pasja. Bo z zawodu, z wyboru, jak wyżej wspomniano, jestem nauczycielką-polonistką.

Ulubiony pisarz: Trudno wskazać jednego. Generalnie interesuje mnie polska proza współczesna. O Jerzym Pilchu i kobietach w jego prozie pisałam pracę magisterską. Cenię jego ironię, charakterystyczną frazę, ale w tej galerii poczytnych (przeze mnie) autorów jest też choćby Olga Tokarczuk, Paweł Huelle, Dorota Terakowska, Janusz L.Wiśniewski, Inga Iwasiów, Manuela Gretkowska, Stefan Chwin, itp. itd.

Podziwiany reportażysta: Wojciech Tochman. Imponuje mi jego odwaga do podejmowania bardzo trudnych rozmów, umiejętność słuchania ludzi, i sposób pisania – przejmujący, jedyny. Jego reportaże z tomów „Schodów się nie pali”, „Wściekły pies”, nie mówiąc o „Jakbyś kamień jadła”, po prostu nie dają o sobie zapomnieć.

Inne zainteresowania: Fotografia i psychologia. Lubię też francuskie piosenki, włoskie filmy, ciepłe, słoneczne klimaty i oczywiście beskidzkie krajobrazy.

•••

Jolanta Bugajska, LUDZIE STĄD. Ziemia Limanowska, Limanowa 2012, Wydawnictwo Nova Sandec.

 

2Motorem mojej pracy jest dziwienie się, moja ciekawość świata i ludzi.*

Ludzie stąd to 70 tekstów Jolanty Bugajskiej, które publikowane były na łamach regionalnej i lokalnej prasy. Reportaże, wywiady, wspomnienia, formy eseistyczne – tematycznie poświęcone w przeważającej większości ludziom z Ziemi Limanowskiej. Ludziom i ich pasjom. Pasjom i związanymi z nimi historiom. Historiom i kreującymi ją wydarzeniami. W centrum tych tekstów, zgodnie z tytułem, osadzony jest jednak człowiek, bohater tekstu. Bugajska rzuca światło na niego – przez osobę promieniują dopiero stojące w tle los, historia, wydarzenie, sytuacja czy rzeczywistość. I one dopełniają opisywaną osobę. Siłą niezaprzeczalną tej książki jest też techniczny sposób opisania tych ludzi i ich historii, prowadzenia wywiadu, spisania wspomnień. Nie wiem jak inni czytelnicy, ale ja miałem głębokie odczucie, że nic w tych tekstach nie jest technicznie czy literaturotwórczo podrasowane, podkolorowane i przesadzone czy obudowane dodatkowym backgroundem. I za to duże plusy dla autorki, po pierwsze: że znajdowała klucz, by w odpowiedni sposób do opisywanych ludzi i historii podejść (pewnie nieraz wręcz wtargnąć z zewnątrz w ich świat), po drugie właśnie: że nie obudowała tego jakąś dodatkową ornamentyką. Zresztą – o jej warsztacie dziennikarskim nie ma się co rozpisywać, każdy kto czytuje lokalną prasę, wie jaki poziom prezentuje. Jest to pułap, który pozwalałby zapewne otwierać drzwi działów reportażu każdej porządnej redakcji.

Szczegółowo o zawartości Ludzi stąd nie sposób się rozpisywać. Najkrócej opisuje ją jej tytuł. Po prostu: ludzie Ziemi Limanowskiej (z małymi wyjątkami). Ich pasje, zainteresowania, osiągnięcia. Ich sukcesy, ich talenty, ich nagrody i wyróżnienia. Ich wewnętrzne piękno, ich miłość, miłość ich bliskich do nich. Ich heroizm codzienności, ich walka z jej barierami, ich postawa. Ich zrealizowane projekty. Ich życie i pogląd na świat. Ich bliscy, ich Limanowa, ich Ziemia Limanowska, ich domy i rodziny. Bardzo poruszające są teksty poświęcone osobom dotkniętym przez los chorobą bądź kalectwem. Poruszające, ale i wzruszające, gdy okazuje się jak pięknie ci BOHATEROWIE radzą sobie z wyzwaniami codzienności o których zdrowy człowiek nigdy nie myśli, jak wielką miłością bliskich są otoczeni, jak pięknie „sprzedają” ją im w drugą stronę. Pysznie się czyta (i konfrontuje potem) np. „okruchy pamięci” z dzieciństwa znanych limanowian: najpierw nostalgiczne, nieco poetyckie wspomnienia Jerzego Bogacza – kilkanaście stron dalej wisusowskie i często rozrabiackie Marka Czeczótki. Z drugiej strony: jest tu też np. eteryczna rozmowa ze znanym pisarzem Andrzejem Stasiukiem o odchodzeniu i śmierci, która – jak sama autorka wywiadu podkreśla – miała „niesamowity klimat” (To prawda, miała. Potwierdzam, bo dane było mi w niej uczestniczyć. Na marginesie: a czy autorka wie, że mniej więcej po tej rozmowie Stasiuk rozpoczął pracę nad Grochowem, swoją ostatnią książką w całości poświęconą właśnie sprawom ostatecznym i śmierci? Koincydencja przypadkowa?). Z trzeciej strony: w młodości koledzy Karola Wojtyły wołali na niego „Martyna”. Dlaczego? By się przekonać, trzeba sięgnąć do Ludzi stąd. Z czwartej strony: historia Mietka Piwowarczyka z Wilkowiska. Wraca do domu rodzinnego na 18. urodziny. Opuszcza po 12 latach szpitalny oddział i wraca do domu. Z piątej strony: a na przykład o pociągach. Pociągi przez Limanową od dawna nie jeżdżą, a mimo to stacjonuje tu „łowca pociągów”, i nie jest to żaden drużnik czy emerytowany kolejarz. Kto zacz, gdzie, jak? W Ludziach stąd jest to wyjaśnione. I tak dalej. 70 klisz. Z jednej strony prześwietlonych, z drugiej pięknie wywołanych.

Gdy umawiałem się z autorką na rozmowę o książce, obiecałem że będę maksymalnie krytyczny wobec jej zawartości. Próbowałem. Szukałem. Nie da się. Piątkę z plusem wpisuję do dziennika. Proszę wracać do ławki Jola. W wolnych chwilach nadal wyszukiwać „ludzi stąd”.

I pisać, pisać, pisać...

Pisząc o innych, piszę również o sobie. W mojej książce, na każdej jej stronie, jestem bardziej niż myślisz*.

 

* Te cytaty to wypowiedzi prasowe Wojciecha Tochmana. Czy licują z autorką Ludzi stąd? Niech każdy, kto zna ją i treść jej książki, odpowie sobie sam.

www.ludziestad.pl