Przystankowa opowieść

Wybory samorządowe

Źródło: www.echodnia.eu

Wielkimi krokami zbliżają się wybory samorządowe, czas więc na tekst o sprawach lokalnych. Nie oznacza to jednak taryfy ulgowej, o nie. Oto świeżutka, pachnąca porcja sarkazmu i złośliwości, podlana sosem z gotowanej fikcji i humoru.

Stałem oparty o wiatę przystanku w szarzyźnie październikowego poranka. Z rozbawieniem przyglądałem się przejętym świeżo upieczonym studentom, wpatrującym się z nabożeństwem w rozkład jazdy. Przekonanie, że ten zbiór przybliżonych wskazówek, kiedy nie należy się spodziewać autobusu, cokolwiek zmieni. Halo! Wrocław miastem spotkań, spotykamy się na przystanku, czekając na rozklekotanego gruchota, w którym spędzimy miły czas w korkach, przytuleni jeden do drugiego. Szczęściarze, którzy weszli wcześniej i mogli się rozpłaszczyć na szybie autobusu, mogą pomachać robotnikom drogowym, uwijającym się jak Niemcy w blitzkriegu.
To wszystko marzenia, autobusu nie ma. Zniecierpliwiony włączam komórkowe radio, by zabić nudę w oczekiwania na dyliżans.

 

...Radio Kreska, nadajemy z najpiękniejszego miasta polskiego –Wrocławia. Witajcie szczęśliwi mieszkańcy, jestem dj Parapet i będą z wami w ten piękny dzień. Zaraz wiadomości z miasta, a teraz nadajemy obowiązkowe cogodzinne przeprosiny dla prezesa Jarosława...

No tak, to po deklaracji łódzkiej, kiedy prezes wielkodusznie sformułował wytyczne dla mediów i opozycji, jak mają się zachowywać, by mógł uśmiechać się co rano. Pojawił się pomysł, żeby media nadawały przeprosiny cyklicznie, zgodnie z rytmem dobowym modlitw u dominikanów. Co godzinę przy radioodbiorniku siedzi archanioł Błaszczak, wysłuchuje głosów naszych pokornych, zjednoczonych w wielkim, szczerym „przepraszam”. Potem uskrzydlony zanosi je wysoko, wysoko w górę, gdzie na tronie zasiada prezes wszystkich prezesów, klęka przed jego obliczem, pokornie się błaszczy...przepraszam, płaszczy i przebłaguje, by ten wybaczył narodowi, który jak ta lawa...

Przepraszam za słońce przepraszam za deszcz. Za wszystko, za co tylko chcesz...

Wracamy do spraw przyziemnych. Dziś obchodzimy okrągły, 2900tny dzień, pełnego sukcesów w skali światowej i galaktycznej wręcz, panowania prezydenta Dutkiewicza. Z tej okazji nasz kochany włodarz zgłosił Wrocław do Expo 2067 i organizacji Światowego Dnia Walki z Przemocą w Szachach. Na uroczystej konferencji prasowej zapowiedział również, że nasze miasto będzie się starać o przejęcie uroczystości wręczania Nobla. Podkreślał wyjątkowość Wrocławia i Wrocławian, mających niebywałe szczęście, że ich prezydentem jest właśnie on. Gościem na konferencji był jego świątobliwość Dalajlama XIV, który najwyraźniej planuje przenieść siedzibę rządu tybetańskiego na uchodźstwie do jednego z sedesowców na placu Grunwaldzkim. Na konferencji doszło niestety do oburzającego incydentu – na salę wdarł się niezaproszony obywatel, który bez żenady zaczął zadawać panu prezydentowi pytania na temat rzekomo źle funkcjonującej komunikacji miejskiej. Pytany zachował zimną krew i oświadczył: „przecież mamy piękną fontannę! Obywatel ma się cieszyć. Fontanna nie zachwyca obywatela?”.

Jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca? Kiczowaty wodotrysk, wypluwający strugi wody w rytm Wagnera kosztował grube miliony złotych. Symbol wyjątkowej megalomanii władz miasta i wyrzucania pieniędzy w błoto, pardon, w sikającą wodą galopującą Walkirię. Pomyślicie pewnie, że przesadzam z tym przywiązaniem do tematu komunikacji miejskiej. Otóż Wrocław zdobył zaszczytną 3. pozycję w rankingu najbardziej zakorkowanych miast Europy. Przeskoczył kilkumilionowy Londyn i Paryż. I to wszystko z 700 tysiącami mieszkańców! Problem jest poważny, bo, tu posłużę się nieco patetyczną metaforą, komunikacja to żyły i arteria miasta. A ten pacjent cierpi na przewlekłą niedrożność i regularnie doświadcza zawałów. Wracamy do audycji...

Urząd Miasta postanowił ubarwić życie mieszkańcom i na swojej stronie opublikował informację, iż organizowane są dwie gry miejskie. Pierwsza z nich nazywa się „Dojedziesz czy nie dojedziesz?”. Uczestniczy w niej automatycznie każdy, kto śpieszy się do pracy, szkoły, na pociąg, samolot, do szpitala... Słowem, możliwości są nieograniczone. Każdy lubi niespodzianki, więc tytuł drugiej gry to: „Zgadnij, co dziś rozkopiemy?”. Ekipa robotników nocą wykopuje dziury, wymontowuje tory, stawia blokady. Tramwaje i autobusy zmieniają trasę, a uczestnik gry szeroko uśmiecha się do samego siebie, ciesząc się, że został tak fajnie zaskoczony.

Kiedyś szedłem sobie na przystanek na pewnym placu, było to ze dwa lata temu. I tak sobie idę zamyślony, na autopilocie, idę i nagle coś się nie zgadza. W miejscu przystanku zieje wielka dziura, po nim samym ni śladu, ni wspomnienia. A tam, gdzieś w ratuszu, prezydent zaciera ręce z diabolicznym uśmiechem. Mamy cię!
Dobra, wyłączam radio, na temat komunikacji dziś dosyć.

Nadchodzą wybory samorządowe, a jak pewnie zdążyliście już zauważyć, nie jestem fanem urzędującego prezydenta miasta. Od lat obserwuje jego dryfowanie w kierunku przesadnego samozadowolenia, przez co oddala się od przeciętnego obywatela i podstawowych potrzeb. Stawia na nieustanną, męczącą propagandę sukcesu – ot, na wystawie zdjęć krasnali miejskich przeczytałem, że osiedliły się tu, bo to ogólnie wspaniałe miasto i ze świetną komunikacją. A ja myślę, że zamieszkały tu z powodu czyjegoś złego gustu i oślego uporu, by stworzyć sztucznie symbol miasta.

Nie podoba mi się lansowanie zadęcia w postaci kiczowatych w iście kosmicznej skali oper na powietrzu, czy budowania kuriozalnie drogiej fontanny. Patrzę ze zdumieniem, jak prezydent wykorzystuje wizytę Dalajlamy do wypromowania swojej osoby, jak to było widoczne na istnym american show w Hali Ludowej, ups, przepraszam, Hali Stulecia. Nie idę za falą spędzanej masowo młodzieży z balonikami, która cieszy się z powodu zgłoszenia Wrocławia do kolejnej światowej imprezy, w stylu EXPO. Wydaje się nasze pieniądze na propagandę, bo już promocją tego nie nazwę, by potem sromotnie przegrać. I nie dziwie się, że przegrywamy! Bo może zamiast drogiego lansu, warto by usprawnić komunikację miejską? Zająć się koszmarnymi architektonicznymi odchodami komunizmu np. na Nowym Targu? Może tak skierować tytaniczny wysiłek funkcjonariuszy Straży Miejskiej w potrzebne miejsca, a nie napuszczać ich na staruszki z kwiatami i studentów na Słodowej? Zagospodarować ziejące dziury w samiuśkim centrum Wrocławia? Daję te propozycje, żeby nie zostać oskarżonym o niekonstruktywną krytykę, chociaż felietoniście wolno więcej.

Zastanawiam się tylko, dlaczego jestem dość odosobniony w swoim spostrzeżeniach na temat obecnych władz miasta. Przecież widuję dziennie setki ludzi klnących, bezradnych, padających ofiarą MPK. Słyszę i czytam negatywne opinie na temat kuriozalnej fontanny czy innych mijających się ze zdrowym rozsądkiem inwestycji. Słyszę narzekania na ziejące dziury przy placu Dominikańskim. A mimo to, prezydent, który już dawno temu odszedł od nas, zwykłych śmiertelników i lewituje gdzieś tam, wysoko, wygrywa wyboru rekordowym poparciem, a w niedawnych sondażach ciągle prowadzi. I jako politolog zastanawiam się, jak to się dzieje? Mobilność przestrzenna Polaków przecież jest przyzwoita, odwiedzają inne miasta i mogą zobaczyć różnicę. Stawiam więc na podsycany od lat radykalny patriotyzm lokalny, właściwy dla terenów zaledwie od kilkudziesięciu lat, po długiej przerwie, w naszych granicach. Chcemy poczuć się jak u siebie, nawet więcej, chcemy poczuć się wyjątkowi. Bo papież powiedział, że to miasto spotkań, o. A władze, z prezydentem na czele, po prostu umieją to niezwykle umiejętnie wykorzystać. To trochę takie wymachiwanie szabelką, tylko, że zamiast broni białej jest balonik z napisem EXPO, EURO 2012 czy cokolwiek innego. Wybieramy osobę, która nas w dobrym samopoczuciu utwierdza, umie skanalizować potrzebę dumy lokalnej i potrafi spacyfikować żale codzienności poprzez bizantyjskie eventy, czy propagandę.

Moich żalów, wystanych na przystanku nie skanalizuje. Odrywam się ze złośliwego zamyślenia, zauważając uporczywy brak transportu. Cóż, trzeba pójść piechotą. Zrezygnowany ruszam żwawym krokiem w wybranym kierunku, ledwie zrobiłem kroków parę, gdy nagle poczułem ból w nodze, Kopernik ruszył Ziemię i widowiskowo rozpłaszczyłem się na bruku. Obróciłem się, by sprawdzić, na co wpadłem. I ujrzałem, dokładnie na wysokości swojej twarzy, szczerzącego wrednie brązowe zęby Krasnala Złośliwka.

Adam Jędrychowski