Skrzyżujmy krzyże pod Pałacem (cz. I)

Foto: Michał RudekPod krzyżem krzyżuje się wiele poglądów na krzyż. Władza jednak zabrała go, czym pokrzyżowała szyki krzyżakom. Teraz chcą oni władzę ukrzyżować, bo razem z krzyżem stracili sens życia i obozowisko, dostając jedynie… krzyż na drogę.

 

Wiał zimny wiatr od wschodu. Męczennica Joanna ciaśniej opatuliła się w swą polskość, która grzała ją bezustannie od urodzenia. Takie wieczory przynosiły czasem słabość i zwątpienie, ale wystarczyło porozmawiać z resztą Czuwających, by umocnić się w poczuciu własnej racji. Od razu lepiej.
Gdzieś w dali dało się słyszeć potworne wycie hord satanoliberałów. Joanna przeżegnała się i zaczęła odmawiać 300 razy zdrowaśkę, wiadomo, im więcej tym lepiej. No a Maryja to swoja, z Polski, to i wysłucha i przed Żydami uchroni. Z resztą, od paru mrocznych jak czeluść piekieł nocy, hordy nie zbliżają się do Czuwających. Koło wyrysowane kredą świętej Hiacynty, zakupioną potajemnie w Licheniu, zdało egzamin. Nie przejdą.
A kiedyś próbowali. Judasze produkowani seryjnie pod Moskwą, poprzebierani za strażników miejskich. Bezbronnych staruszków, baranki boże spod Krzyża, tego Krzyża usunąć chcieli! A jednak obronili. Pan Józef koncertowo wyeliminował jednego, celnym rzutem zniczem w głowę. Potem bardzo biedny żałował, to znaczy tego znicza, bo on święty, katyński, smoleński, prezydencki. Ksiądz go i tak  rozgrzeszył, bo w Biblii, którą kiedyś tam czytał, było tylko o rzucaniu kamieniami przez niewinnych. No, a pan Zdzisiu? Sam sobie wystrugał piękny krzyż bojowy! Drugą dłoń inkrustował gwoździami z krzyża (gwarancja oryginalnej relikwii) i tak uzbrojony szarżował na szeregi polskojęzycznych oprawców. Zdążył ich mocarnie poobijać, zanim został pojmany i zamknięty w ubeckiej katowni. Krążyły potem opowieści o tym, że nikogo nie wydał i pytany o motyw zeznał, iż inspirował go Jarosław w Stoczni Walczący. Milicjanci doszukali się tez inspiracji w piersiówce, z której popijał przed epickim czynem.
Moskiewski wiatr dalej dął bezlitośnie, próbując złamać ducha Czuwających. Nadeszła godzina obchodu, kolej Joanny. Szła dziarsko, choć burczało jej  w brzuchu. Wszyscy tu głodują, bo czekają na zrzuty manny z nieba. To konieczność od chwili, gdy agenci sfotografowali Joannę jedzącą pierogi ruskie. Wiadomo, prowokacja, miały być z kapustą, ale kapustę zżarła podobno stonka od Tuska.
A prowokacji nie brakuje. Niedawno na swoim patrolu Joanna napotkała grupę Romów, którzy widząc obozowisko, chcieli tu również rozbić tabor. Wiadomo, czyja robota.
Męczennica szła dalej, od czasu do czasu przystając, by poprawić znicze i sprawdzić pułapki założone przez pana Stefana. Znał się staruszek na rzeczy – jeszcze do niedawna siedział w lesie i kombinował jak tu wysadzić pociąg mając do dyspozycji drewno i leśne jagódki.
Pamięć już mu jednak nie służyła. Miał przygotować koktajl Mołotowa, by zniszczyć haniebną tablicę na pałacu. Złożyło się, że tego dnia miał oddać kał do laboratorium. I psikus, pomylił słoiki. Albo ubecy podmienili? Nigdy nie wiadomo.
Joanna wróciła na swoje posłanie. Poczuła się jak Jezus, ba, nawet sam Popiełuszko! Fajnie jest być męczennicą nie umierając. To znacznie praktyczniejsze, prawda?
Pan Heniu to chciał takim prawdziwym zostać nawet. A to intelektualista, oczytany taki, Redutę Ordona czytał parę razy. I wtedy go olśniło, przyszła jasność i głos w głowie powiedział: „Heniek, weźmisz granata zza stodoły i rozpirzysz się w imię prawdy”. Nie wypalił, z męczeństwa nici, choć jest szansa, że w katowni milicyjnej coś jednak da się z tym zrobić.
Joannę powoli zmagał sen. Przymknęła umęczone oczy, opierając się o Krzyż. Wartę nad  uśpionym obozowiskiem przejęła kolejna Czuwająca.
Parę kroków dalej, w rynsztoku leżała podarta Konstytucja RP.

c.d.n.

Tekst: Adam Jędrychowski
Foto: Michał Rudek

>>Skrzyżujmy krzyże pod pałacem cz. II<<