Skrzyżujmy krzyże pod Pałacem (cz. II)

Foto: Rzabza

>>Skrzyżujmy krzyże pod pałacem cz. I<<

 

Podczas pisania tej krótkiej fabuły zastanawiałem się, czy może nieco nie przekolorowałem? Nie przesadziłem, nie przerysowałem postaci czy zdarzeń? Ale i wtedy na mnie przyszła jasność, jak na jegomościa z granatem. Zobaczyłem zdjęcie z imprezy pod krzyżem, na którą przybył i osobiście nią dyrygował „zwykły obywatel i prawnik”, pan Jarosław. I spojrzałem, a co ujrzałem…jeden wódz, jedna rzesza ludzka, jeden krok w upojeniu własnych racji i mistycznym blasku pochodni. Spytajcie dziadków, drodzy czytelnicy, czy pamiętają podobne eventy, tylko z większym rozmachem, zagraniczne i bez krzyża.
Ujrzałem to i wątpliwości odeszły.

 

 

Nieporozumienie, obraza i zapomniany cytat


Oczywiście, że są teraz bardzo ważne sprawy w kraju, jak sytuacja gospodarcza czy międzynarodowa, o której należy mówić. Jeśli koalicji rządzącej dyskusja nad tymi kwestiami jest niewygodna, w demokratycznym kraju sprawę podnosi konstruktywna opozycja. U nas jest inaczej, lubimy być inni. Szef partii opozycyjnej bardzo się obraził na naród, że go nie wybrał na prezydenta i teraz jest klops. Konsternacja, co tu zrobić? Obraził się również na swojego zwycięskiego konkurenta, ponieważ wygrał przez nieporozumienie. Nikt nie wie, o jakie dokładnie chodzi, ani skąd prezes ma takie informacje. Czy chodzi o nieporozumienie małżeńskie? A może prezydent Komorowski zarejestrował swój komitet, myśląc, że składa wniosek o wyrobienie paszportu? Tego się nigdy nie dowiemy. Wiadomo natomiast, że jego zaprzysiężenie jest wynikiem katastrofy Smoleńskiej, co prezes raczył zaznaczyć i na uroczystość ową zaspać. A gdyby tak to on wygrał? Wierzę w żelazną konsekwencję pana Jarosława i podobne postępowanie w analogicznej sytuacji.
Nie chce więc pan Jarosław podejmować kwestii błahych, jak sytuacja gospodarki, woli, jak wytrawny performer, zwracać całą uwagę na swoją osobę i obrazę, tak wielką, że niedługo rozpocznie autonomiczny żywot . Wspiera moralnie grupkę emocjonalnie niestabilnych osobników, koczujących na reprezentacyjnej ulicy stolicy. Żeruje i tuczy się na osobistych tragediach rodzin ofiar katastrofy. Bawi się w tak zwanego kreatywnego historyka, ponieważ ma inną wizję niż reszta ogłupionego społeczeństwa. Przypomina się historia Rokoszu Lubomirskiego – mimo, że prowadzony był przeciwko jednemu z najgorszych królowi w historii, jednak pewna analogia istnieje.
I w taki to sposób staje się najczęściej pokazywaną i cytowaną osobą w mediach, a sprawa krzyża ością w gardle władz. Religijny symbol, którego miejsce jest w kościele, sprofanowany przez fascynujący konglomerat ludzki i sprowadzony do roli totemu. Publiczne modły, ostentacyjne i na pokaz, przed pałacem świeckości. Mam dla nich cytat :

„Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu(…)”.


Wizjoner


Pod koniec sierpnia odbyły się uroczystości 30-lecia Solidarności. Ktoś dawno powinien zastrzec prawa autorskie do nazwy „S”, gołym okiem widać tu wiele nadużyć. A i wąs u pana Śniadka jakiś taki celowy. Wygłosił rzeczony VIP wspaniałe przemówienie, którego nie powstydziłby się komunistyczny aparatczyk z zamierzchłych czasów. Paradoks, prawda? Na tej sali poczęstował zgromadzonych siermiężną zapiekanką ze starych haseł i wędzonego w dymie demagogii socjalistycznego populizmu. Łezka się w oku kręci.
Fanów za to nie znaleźli tu premier i prezydent, zostali wygwizdani i poinformowani, że „tu jest Polska”. Informację przyjęli bez większych emocji, co spowodowało jeszcze głośniejsze gwizdy kibiców FC PiS.
A kapitan rzeczonej drużyny dostał oczywiście gromkie brawa całego plenum zjazdu. „Miał wizję” (jego słowa), w której to historia nagle zaczęła wyglądać całkiem…inaczej. Wizje są dobre, jednak czasem warto zostawić je dla siebie, szczególnie te tak kompromitujące. Był dobry odjazd, jasne, dobre obrazki w głowie się przewijały, ale żeby zgłaszać z tego powodu poprawki do rzeczywistości?

Epilog


Zawiedli. Zawiedli wszyscy. Krzyża nie ma, wśród kwiatów i zniczy zieje przerażająca pustka. Joanna stała smętnie popatrując jak moskale wyrzucają resztki patriotycznego taboru. Paramilitarne czarne bataliony nad ranem wymaszerowały z pałacu i zaniosły je w niegodne miejsce. Cóż począć może teraz biedna męczennica? Wrócić do domu, żyć tym swoim powolnym, nudnym życiem? Na szczęście jest jeszcze bohater dnia. Pocztą pantoflową rozeszły się wieści, że Jarosław wpadnie pod krzyż rozkręcić to i owo. Znów będą pochodnie, a dobry DJ z głośników puści zapętlone „Boże coś Polskę”. Jeszcze nie wszystko stracone.

Tekst: Adam Jędrychowski

Foto: Rzabza