Teka Mariana

 

mileenaMarian, znany i podejrzany o różne sodomistyczno – zwyrodniałe ekscesy i upodobania hydraulik właśnie zaczął się bać. Prawo ludzkie, dotąd nie działające w świecie bitów, pikseli i wirtualnych przestrzeni, właśnie zaczęło się w te przestrzenie wdzierać i na dzień dobry nie wita niczym dobrym. Wręcz przeciwnie, wita obwarowaniami, zakazami i oskarżeniami, za które ludzie zwykle idą siedzieć.

 

Jak donosi portal http://www.honmaru.pl/, w Szwecji, Norwegii i Danii rząd najprawdopodobniej zakaże dystrybucji gry Dead or Alive: Dimensions z powodu zawartości pornografii dziecięcej. Nie było by w tym nic dziwnego, wszak pornografia dziecięca jest be oraz fe, a wszelkie jej przejawy gdziekolwiek winny być surowo tępione. Nie byłoby w tym nic dziwnego również za sprawą prawnego punktu widzenia tego zagadnienia, który to w wyżej wymienionych krajach mówi, że nie wolno pozować w pornograficznych sytuacjach nie mając ukończonych osiemnastu lat. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że do zaistnienia dziecięcej pornografii wymagane są dwa ważne składniki, mianowicie dziecko, czyli człowiek poniżej osiemnastego roku życia oraz wydarzenie o charakterze pornograficznym, w którym to dziecko bierze udział. Czego brakuje w powyższym przypadku? Ano człowieka właśnie.

DoA:D to jest gra wideo, zbudowany przy pomocy różnorodnych technik interaktywny przekaz audiowizualny, który w stu procentach jest narzędziem, bytem, jak to określają niektórzy filozofowie, czy teoretycy, intencjonalnym. Nie ma jaźni, ego, id, nie ma osobowości, swojego zdania, nie ma świadomości, nie wykazuje inicjatywy, jest martwym tworem, niektórzy powiedzą, że sztuką, inni, że rozrywką. Są w nim zawarte obrazy, ale te obrazy to nie jest zapis, rzeczywistości, to nie są również próby tej rzeczywistości odtworzenia – to jest czysta kreacja. Postaci Ayane i Kasumi w tym właśnie DoA:D, które to mają pozować w pornograficznych sytuacjach bez dowodu osobistego zwyczajnie nie istnieją, a fakt ich niepełnoletniości nie jest wynikiem tego, że urodziły się po 1993 roku, a tego, że ktoś, kto projektował te postaci stwierdził „Tej damy siedemnaście, a tej szesnaście” i tyle. Tym bardziej ciekaw jestem, co by było, gdyby producenci gry obwieścili teraz „A figa, Wy Skandynawy jedne, bo Ayane i Kasumi przedwczoraj skończyły osiemnaście”. Jak sprawdziliby, czy to prawda?

Podobnie ciekawa sytuacja miała niedawno miejsce w Australii i Niemczech. Otóż Australijczycy zakazali już nie tylko dystrybucji, ale i posiadania gry Mortal Kombat 9. Dlaczego? Bo im się skala przemocy pokazywanej w grze skończyła. Poważnie. Maksymalna kategoria klasyfikacyjna gier komputerowych w Australii to MA15+. Cokolwiek by to nie znaczyło, fakt jest taki, że nie mieści ona w sobie poziomu przemocy zawartej w MK9. Jak oni to stwierdzają – pojęcia nie mam, choć w przypływie dobrego humoru wyobrażam sobie komisję złożoną z przyprószonych siwizną panów i pań o kształtach przez czas i słodkie drożdżówki określonych jako rubensowskie, którzy z padami w dłoniach badają poziom przemocy. Obcięta głowa=5pkt., żywcem wyrwany kręgosłup=7pkt., zamrożona a później zmiażdżona wątroba=6pkt., obrzygane buty=1,5pkt. I tak dalej, sumujemy, końcowy wynik przykładamy do skali i tak wychodzi nam, że pozwolić w to ludziom grać nie można. Dlaczego? Bo ulubiona postać prokuratora generalnego miała kiepski projectile i dostawał po tyłku od pani Halinki z recepcji, która grała Sektorem, a że grali przed patchem, to gniotła go infinitem? Wiem, wiem, ostatniego zdania nie musieliście zrozumieć, ale możecie się śmiać, wtedy inni pomyślą, że zrozumieliście.

Jednak sam zakaz dystrybucji to nie jest znowu nic takiego nowego, wszak kto za czasów pierwszego PlayStation z niecierpliwością oczekiwał premiery gry Thrill Kill, by potem być zmuszonym do kupowania jej na stadionie dziesięciolecia, ten wie, że cenzura miewała już gorsze pomysły. Uwagę przykuć powinien fakt zakazu posiadania tej gry. Tak, zakaz posiadania. Tak, jak nie wolno posiadać narkotyków, broni, materiałów wybuchowych, czy legitymacji fanklubu zespołu Video. Szczerze powiedziawszy sprawa nie zaintrygowała mnie na tyle, żeby sprawdzić to dokładnie, bo w Mortala nie gram, ale podobno kara grzywny za posiadanie wynosi do 300% wartości samej gry, czyli na nasze jakieś siedem stów. I teraz znów uruchamiam wyobraźnie po to, by zobaczyć, jak policjant przeszukuje potencjalnego australijskiego gracza w poszukiwaniu kopii gry Mortal Kombat 9. A że jest zakaz dystrybucji, to i ten gracz najprawdopodobniej ma piracką kopię. No dożywocie jak nic.

Jak się tak na chłopski rozum zastanowić, to znów jest ciężko. Jakkolwiek przemoc w różnych miejscach i czasach będzie różnie interpretowana, tak zwykle intuicyjnie każdy stwierdzi, że jednym z nieodłącznych elementów przemocy będzie człowiek. Tymczasem, pomimo najszczerszych chęci, podobnie jak w przypadku Dead or Alive, w Mortal Kombat krzty człowieka odnaleźć nie sposób. No owszem, ma to to jedno z drugim dwie nogi, dwie ręce, tułów, a co niektóre nawet ludzkim wymionem zaświeci. Ale nie minie pięć sekund, a już jedno wystrzeli z dłoni jakieś kule ognia, drugie się przeteleportuje, trzeciemu oczy prądem zajdą, a czwarta jak maskę zdejmie, to... a weź pan, bo przez chwilę człowiek nadzieje miał.

Ja wiem, ja wiem, kota ogonem odwracam i z ludzi głupków robię, albo próbuję. Fakt, przyznaje się i nie mam nic na swoją obronę. Ale co by poważniej na koniec zaciągnąć i się może nawet trochę zrehabilitować, pytanie mam, a raczej podkład pod rozmyślania. Czy to, co się teraz dzieje z Mortal Kombat 9 i Dead or Alive: Dimensions nie jest przypadkiem początkiem czegoś, co w różnych filmach z wizjami przyszłości zwykle jest określane jako przestępstwo cybernetyczne? Czy nie jest niepokojącym fakt, że za posiadanie czegoś, co od początku do końca jest wytworem sztucznym do tego stopnia, że by go zobaczyć potrzebna jest specjalistyczna aparatura w postaci konsoli/komputera można zostać ukaranym jak za coś, co może komuś wyrządzić, lub już wyrządziło realną krzywdę? Czy nie jest dziwne występowanie w obronie godności i praw bytów niematerialnych, jakimi są dziewczyny w DoA? Czy to nie jest przypadkiem preludium do stawiania mogił poległym na polu walki w StarCrafcie Terranom, albo oskarżanie o wielokrotne morderstwo z premedytacją oraz kradzieże, wandalizm i korzystanie z usług prostytutek Tommyego Vercetti z GTA: Vice City? Sam nie wiem, ciężko wyczuć.

Koniec końców, jeżeli kiedykolwiek dojdzie do czegoś podobnego, to zapewne pójdę siedzieć. Mój zajączek w Wild Ones ma na imię Hitler, jest biały, a jego wyrzutnia rakiet uśmierciła już naprawdę sporo wrogich pand, kameleonów, nietoperzy i psów, że o chomikach nie wspomnę.

HiKrush

Grafika: http://i167.photobucket.com/albums/u150/kennyc333/fleshpitsmileena.jpg