SABATON – koncert we Wrocławiu, 1.03.2013

1Do hali Orbita przybyłem grubo przed czasem. Trudno było tam nie trafić, po całej okolicy kręciły się tłumy długowłosych ludzi z koszulkami Sabatona. Wiedząc, że skandynawscy powermetalowcy wyjdą na scenę dopiero o 22, przycupnąłem sobie na ławeczce na zewnątrz głównej hali. Na supporty się nie wybierałem, bo miałem w pamięci koncert sprzed półtora roku, gdy Sabatona wspierała jakaś zgraja nudnych wyjców. Tego dnia jednak było inaczej. Szwajcarski folk-metalowy zespół Eluveite zrobił świetne show, a mnie zachęcił do zapoznania się z ich dyskografią. Zaprawdę polecam trening, czy to na siłowni, czy gdziekolwiek indziej, ze słuchawkami na uszach, w których leci to miodne darcie ryja akompaniowane przez dudy, skrzypce i flet.

 

Mniej więcej punktualnie na scenie pojawili się gwiazdorzy wieczoru, jak zawsze zaczynając występ mocnym rajdem z 7. Dywizją Pancerną Rommla (Ghost Division). Koncert był częścią Swedish Empire Tour, trasy koncertowej promującej najnowszy album Carolus Rex, więc zaraz potem usłyszałem kilka kawałków z tej płyty. Lifetime of War śpiewane po szwedzku (na życzenie fanów) zrobiło wrażenie, a tytułowy Król Karol rozniósł moje doczesne szczątki po całej hali. Mieszane uczucie miałem przy kawałku Gott Mit Uns - brzmiał świetnie, ale zniesmacza mnie wykrzykiwanie tych samych słów, które mieli hitlerowcy na pasach.

Broden zaskoczył wszystkich, kiedy na scenie pojawiły się klawisze, na których brawurowo odegrał kawałek ze starych demówek zespołu – melancholijny Hammer Has Fallen. Wielkiej niespodzianki później już nie było, na koncercie w Polsce nie mogło zabraknąć Uprising i 40 to 1. Bardzo spodobało mi się to, że wokalista pozwalał na wybieranie piosenek przez entuzjastyczną publiczność. Jak zwykle na scenie Broden tryskał humorem i sypał żarcikami – z pewnością pomogły mu w tym jego pęknięte w trakcie występu bojówki. Na koniec został przez publikę przymuszony do wypicia duszkiem dwóch kubków polskiego piwa, które, cytując jego słowa, jest przyczyną jego oponki na brzuchu.

Koncert był świetny, dużo lepszy niż we wrześniu 2011 na zajezdni. Trwał dłużej, wybór piosenek był szerszy, no i nagłośnienie stało na wyższym poziomie. Następny raz Brodena z ekipą zobaczymy w maju, na krakowskich Czyżynaliach.