Nieboraczek

wino
Foto: Renata Trojanowska

Ludzie chyba od zawsze najbardziej bali się śmierci. Kiedyś, Galów, takich jak Asterix i Obelix, najbardziej przerażała myśl, że niebo może im spaść na głowę, dziś zaś jedną z najbardziej niepożądanych dróg do śmierci jest rak. Nie chodzi mi tu oczywiście o chodzenie do tyłu i przypadkowy upadek w przepaść, lecz o, niestety, coraz częstszą chorobę trawiącą nasze społeczeństwo. Do tej pory nikomu nie udało się odkryć lekarstwa, które gwarantowałoby całkowite wyleczenie oraz eliminowało nawroty choroby. Nie wiemy też nadal co wpływa na uaktywnianie się komórek rakowych w organizmie, więc teoretycznie może to być wszystko.

 

Ostatnio znajomy taty, pracujący od wielu lat w Niemczech opowiedział, że na terenie całego kraju likwidowane są wszystkie plantacje białych winogron, ponieważ podobno ktoś odkrył znajdującą się właśnie w białym winie substancje wywołującą raka. Natychmiast więc spanikowani właściciele pól winogronowych jęli inwestować w niszczenie winogron białych oraz sadzenie czerwonych, tych bezpiecznych. Nikt przecież nie chce tracić, każdy chce jak najwięcej zarobić, więc na pierwszy rzut oka mogłoby się takie zachowanie wydać nawet logiczne, jednak po chwili zastanowienia na spokojnie możemy dostrzec, że ten plan nie był przemyślany. Nie trudno wyobrazić sobie skutki takiego pochopnego postępowania. Przecież za chwilę może się okazać, że ktoś inny wymyśli wspaniałe antidotum, zupełnie niwelujące działanie tego szkodliwego czynnika, ba zawierające nawet 12 witamin i minerały. Ceny białego wina, już i tak wywindowane w górę, z uwagi na małą ilość plantacji oraz coraz cięższą dostępność w sklepach, wtedy podskoczą jeszcze bardziej (ktoś przecież musi zapłacić za cudowną odtrutkę), a wszystko to uderzy po kieszeniach konsumentów. Towar ten stanie się luksusowy i pożądany przez wielbicieli białego wina oraz kolekcjonerów. Tylko po co to wszystko?

Oczywiście to tylko przewidywania i dywagacje, ale nie trzeba być jasnowidzem, aby zauważyć, że konfrontując je z różnymi innymi sytuacjami, mają sporą szanse na spełnienie się. Z resztą podobne, aczkolwiek jednak nieco odmienne machinacje mogliśmy zaobserwować ostatnio w związku z ceną cukru. Zobaczmy, wystarczyło, aby jakiś „geniusz” rozpuścił plotkę o rzekomych podwyżkach cen, informacja poszła w eter i wywołała falę masowych zakupów w ilościach hurtowych. I już nie było odwrotu. Gwałtowne zmniejszenie się ilości towaru spowodowało prawdziwy wzrost cen, a przy okazji, jeśli ktoś zauważył taki popyt, to naturalnie podniósł swoją marżę, bo dlaczegóż by nie miał zarobić na ludzkiej głupocie. W efekcie dorobili się wszyscy, prócz samych zainteresowanych – konsumentów, którzy chcieli tylko zaoszczędzić, a wyszło zupełnie odwrotnie.

Takich przykładów można mnożyć bez liku. Ktoś informuje o kryzysie, więc ktoś inny nie inwestuje, przez co ktoś nie dostaje zlecenia na remont łazienki, nie ma za co zjeść obiadu w restauracji, a właściciel nie ma za co zrobić zamówienia w firmie pana, który na początku nie zainwestował. I tak się toczy błędne koło. Aż dziw, że wystarczy przysłowiowy jeden głupiec, aby setki ludzi zachowywały się dokładnie jak on, czyli głupio i bez żadnych przemyśleń.

Naturalnie to wszystko teoria, na pewno jedna z wielu i, tak jak we wszystkich innych przypadkach, warto zostawić sobie margines błędu, wygospodarować w głowie miejsce na wątpliwość, możliwość, że jednak to nie moja prawda jest najprawdziwsza, choćby na tę chwilę wydawała się „najmojsza” z możliwych. Życzę więc nam wszystkim, abyśmy zawsze najpierw myśleli, a potem coś robili, co na pewno każdemu z nas wyjdzie na zdrowie. A gdyby ktoś chciał mnie zaprosić na wino, to śmiało, nie odmówię. Na coś przecież trzeba umrzeć.

Maga