Ta nasza młodość

kryzys
Źródło: http://4.bp.blogspot.com/

Nie wiem jak ten „kryzys” nazywa się fachowo, nie wiem nawet, czy w ogóle została wydana jakaś publikacja na ten temat, co nie znaczy, że nie zostało to zauważone. Tak więc cała moja wypowiedź będzie raczej luźnym rozmyślaniem niż naukowymi faktami.

 

Kryzys, o którym piszę, to załamanie moralności, norm i wartości. Nie zaczęło się to nagle i nie wyglądało od razu tak jak teraz, ale zaczęło się rozwijać już, jak można zauważyć, około 7 lat temu. Oczywiście nie pamiętam początku, a przynajmniej nie zauważałem powstania oraz narastania tego problemu, ponieważ nie występował on na taką skalę, jak ma to miejsce obecnie. Wchodząc na strony portali społecznościowych pokroju fotka.pl, nk.pl, czy facebook.pl można bez trudu zauważyć jaki przybrały charakter. Ze stron, na których można było poznać nowych ludzi czy też odnaleźć starych znajomych zrobiły się portale, delikatnie mówiąc, matrymonialne. Już nawet nie kobiety, a zwyczajne dziewczynki, bo nieraz są to dzieci 13 – 15 letnie oferują swoje nagie zdjęcia czy filmiki ukazujące ich wdzięki na przykład za doładowanie telefonu. Istnieje przeświadczenie, że wyglądem można zdobyć wszystko, a ich seksualność to tylko towar na wymianę, ewentualnie narzędzie do zabawy. Pod jednym zdjęciem z takiego portalu widniał podpis „Będę obciągała, komu zechcę, dopóki oddycham i jeszcze mogę klęczeć.” I oczywiście szanujemy, że ktoś może lubić tego typu zabawy, jednak niekoniecznie wypada chwalić się tym w sieci. Na niektórych profilach można częściej zobaczyć zdjęcia piersi i pupy niż twarzy, a przechwałki o tym, co działo się na ostatniej imprezie to już norma. Ciekawym zjawiskiem jest też, ostatnio bardzo modne, umieszczanie zdjęć „w towarzystwie” prezerwatyw, najlepiej w ilościach hurtowych.

Można się zastanawiać co wpływa na takie zachowanie. Pierwsze co przychodzi mi na myśl to dowartościowywanie się, może pewnego rodzaju próba wyceny samego siebie. Kolejną przyczyną mogą być media. Reklamy, w których młodzi ludzie przekonywani są o tym, że w życiu można osiągnąć wszystko jedząc mentosy czy też używając płynu na trądzik takiej, a nie innej marki. Jednak gdy w konfrontacji z rzeczywistością okazuje się, że aby cokolwiek osiągnąć w życiu potrzeba czegoś więcej niż żucia gumy z reklamy, wtedy przychodzi frustracja. Do tego wszystkiego dochodzi konsumpcyjny styl życia, spychający na dalszy plan wartości intelektualne, a gloryfikujący dobra materialne, zaspokajanie już nawet nie głębokich pragnień, a zwykłych zachcianek, bo „widziałem/am taki telefon w gazecie i muszę go mieć”. Koszt takiego telefonu można więc łatwo pokryć poprzez zaprezentowanie swoich wdzięków masom napalonych samców w Internecie. Dobrze obrazuje to przykład 13-letniej dziewczynki, która szukała sponsora na jednej z wyżej wymienionych stron. Kiedy jakiś mężczyzna zwrócił jej uwagę, został obrażony w tak soczysty sposób, że niejeden dorosły mógłby się zgorszyć. W taki właśnie sposób „Galerianki” przenoszą się do Internetu, a i spotkać je łatwiej już nie tylko w galeriach i centrach handlowych.

Żeby nie było niedomówień – nie dotyczy to tylko dziewczyn… młodych. Bardzo często można natknąć się na przykład na 50-letnią kobietę prezentującą w Internecie swoje nadwątlone wdzięki. Wzbudza to często niesmak i prowokuje rozważania na temat tego, jak będą zachowywały się jej dzieci. Odpowiedzi nie trzeba zazwyczaj długo szukać, bo kilka stron dalej zobaczyć możemy profil jej córki, znajdując tam dokładnie to czego się spodziewaliśmy, a często nawet natknąć się można na „zdjęcia rodzinne” w wyzywających strojach i pozycjach.

Podobnych przykładów mógłbym mnożyć setki, polecam przejrzenie chociażby strony wiocha.pl, którego użytkownicy specjalizują się w przeszukiwaniu Internetu (w głównej mierze portali społecznościowych) w poszukiwaniu takich zdjęć.

Jednak takie zmiany można spotkać nie tylko wśród przedstawicielek płci pięknej. Przeglądając zdjęcia niektórych „mężczyzn” można popaść w konsternację i strawić niejedną godzinę na próbie ustalenia płci obserwowanego osobnika, dochodząc do wniosku, że z mężczyzny zostały mu tylko genitalia. Czasy w jakich żyjemy bez wątpienia są w jakimś stopniu przyczyną tego zjawiska. Mężczyźni nie muszą polować, a kobiety stały się bardziej niezależne; my bardziej tolerancyjni, a tradycyjny model rodziny jest trochę inny niż lat temu 20. Są i dobre tego strony, jak choćby postawienie na partnerstwo między rodzicem, a dzieckiem, ale jak to ludzkość ma w zwyczaju, nie umiemy niczego wyśrodkować, bo albo białe albo czarne, kompletnie zapominając, że istnieje też wiele odcieni szarości.

Wracając do tych zniewieściałych mężczyzn pojawia się pytanie: czy będą umieli wychować chłopca na mężczyznę i przekazać mu te wartości, których potrzebuje? Nasi przodkowie byliby zrozpaczeni widząc takiego kogoś spieczonego przez solarium i z każdym kosmykiem włosów pieczołowicie wymodelowanym, wypomadowanym i wypachnionym. Oczywiście mężczyzna powinien o siebie dbać, ale myślę, że popadanie w takie skrajności to próba zrobienia z siebie na siłę kogoś wyjątkowego, oryginalnego. W efekcie jednak otrzymujemy masę podobnych do siebie „lalusiów”. Często brak obowiązków czy zainteresowań, a co za tym idzie masa wolnego czasu, prowadzą do tego, że nie wiemy co ze sobą zrobić i następuje coś w rodzaju odbitego w krzywym zwierciadle, nietzscheańskiego przewartościowania wartości.

Mimo wszystko panuje powszechne przyzwolenie na takie zachowania. Możliwe, że rodziców to nie interesuje, albo zwyczajnie nie wiedzą. Mogą też wychodzić z założenia, że „młodość musi się wyszumieć” i często też tak jest. Jednak ile czasu trwa ta szumna młodość, jeżeli w różnych programach telewizyjnych 30-latki mówią, że ich hobby to imprezy i solarium. Na to wszystko na pewno nie mały wpływ ma też zastąpienie pozytywnych wzorców i zamiana edukacyjnego charakteru telewizji na tanią, prostą rozrywkę, a częściej niż ludzi, od których można by się czegoś nauczyć, zastępują dziewczyny w bikini tańczące w teledyskach raperów. Wychodząc na osiedle przechodzę obok piaskownicy, w której 11-letni chłopcy słuchają z telefonów tekstu piosenki znanego rapera, traktującego o tym, jak bardzo „jeb** policję”. Do tego wystarczy dodać starszych kolegów i młody człowiek jest już ukształtowany do czasu, aż zacznie samodzielnie myśleć, o ile w ogóle zacznie. Można uznać, że nijak się to nie łączy, jednak coraz młodsi chłopcy, widząc w telewizji kobiety z teledysków, pragną takich dziewczyn, więc ich rówieśnice, chcąc się podobać, muszą się dostosować.

W żadnym wypadku nie chcę generalizować, bo na pewno nie wszystkie młode dziewczyny czy chłopcy są tacy, jednak zjawisko, o którym piszę jest już rozpowszechnione na taką skalę, że bez specjalnego wysiłku można to zauważyć. Jest to dość ciężki temat, mogę tylko insynuować, nie wiem nawet, czy mogę posiłkować się jakimikolwiek danymi statystycznymi, są to tylko moje obserwację, w dodatku dość chaotycznie poukładane. Jednak bez wątpienia ktoś powinien się tym zająć, bo 11-letnie dziewczynki piszące o sobie za pomocą epitetów w stylu „kur*a”, „dzi*ka”, „szmata” raczej nie są dobrym proroctwem, a to przecież młodzież jest przyszłością narodu.

Gordaf