Wałęsa - człowiek z nadziei

Plakat promujący film.

Reżyser Andrzej Wajda postawił sobie trudne zadanie. Postanowił w dwugodzinnym filmie zawrzeć dwadzieścia lat burzliwej historii Polski, a wszystko to widziane przez pryzmat Lecha Wałęsy, który wyciągną Polskę z okowów PRL. Z perspektywy seansu muszę stwierdzić, że ta sztuka mu się nie udała.

 

Co w takim razie dostajemy? Reżyser raczy nas mocno porwaną opowieścią, która częściowo jest retrospekcją, sprawozdaniem w udzielanym przez Lecha Wałęsę wywiadzie dla zagranicznej korespondentki, Marii Rosarii Omaggio, a częściowo wydarzeniami, które nastąpiły po tym, gdy Włoszka opuściła mieszkanie Lecha.

Historia zaczyna się w roku 1969, podczas strajku Stoczni Gdańskiej, brutalnie stłumionego przez ówczesne służby porządkowe. Po pewnych perturbacjach ze służbą bezpieczeństwa, główny bohater zostaje zwolniony. Później widz zostaje przeniesiony kilka lat w przód. Wałęsa nadal pracuje w stoczni, a władza dba o dobrobyt swoich obywateli. Historia prowadzona jest w ten sposób do samego końca. Co kilkanaście minut widz jest przenoszony o kilka lat w przód, uraczony w między czasie migawkami z materiałów propagandowych władzy ludowej. Przez cały czas miałem jednak wrażenie, że czegoś brakuje, że wydarzenia postępują zbyt szybko i nie są wytłumaczone w jasny sposób. Akcji po prostu brakło płynności. Wygląda to trochę tak, jakby reżyser i scenarzysta wyszli z założenia, że każdy, kto ogląda ten film jest świetnie zorientowany w temacie wydarzeń tamtego okresu. Ponadto niektóre sceny wyglądają, jakby ktoś wyciosał je z kamienia, niezbyt przejmując się szczegółami. Wyraźnie rzuca się w oczy przedstawienie głównego protestu stoczni gdańskiej, niejako zza kulis, czyli tego co działo się w obozie strajkujących. Dialogi sprawiają wrażenie topornych, a wydarzenia, zamiast płynąć, przeskakują kolejno po sobie.

Pomijając jednak źle opowiedzianą i przedstawioną historię, film zasługuje na pewne uznanie. Na pierwszy plan wysuwa się oczywiście świetna rola Roberta Więckiewicza, który wcielił się w głównego bohatera, czyli Lecha Wałęsę. Pozytywne wrażenie odegranej postaci potęgował kolejny plus filmu, czyli połączenie zdjęć fabularnych z autentycznymi nagraniami, czy to z pertraktacji z rządem, czy telewizyjne nagrania ze strajku w Stoczni Gdańskiej. W niektórych tego typu momentach, zdjęcia z kolorowych stawały się czarno-białe, co dodawało obrazowi charakteru. Kolejnym pozytywem filmu jest muzyka. Z jakiegoś powodu kojarzy mi się z tamtym okresem. Mocne, wpadające w punkrock gitarowe utwory z bardzo wyrazistym przesłaniem w tekstach.

Z mojej perspektywy film nie wypada jednak najlepiej. Postać Lecha Wałęsy, kreacja aktorska Więckiewicza, muzyka i montaż w żaden sposób nie równoważą słabo przedstawionej i porwanej historii.

 

Marek 'Days' Wilkowski