Noc rekinów 3D

Plakat 'Noc rekinów 3D'
Źródło: interia.pl

Osobiście uwielbiam tego typu filmy. Jakiś stwór, potwor, najlepiej rekin, zjada ludzi, którzy pchają mu się pod paszczę, a wszyscy udają, że jest w porządku. Z podobnym nastawieniem udałem się na seans filmu ‘Noc rekinów 3D’. Zakochałem się w filmie w momencie, gdy obejrzałem trailer. Co z tej miłości zostało po obejrzeniu?

 

Choć absurdalność scenariusza powala na odległość, nie zraziło mnie to w żaden sposób. No dobrze, tylko co rekiny robią w jeziorze? Jak się okazuje wody jeziora, nad którym dzieje się akcja, są słone, czyli w sam raz dla rekinów. Pozostaje jednak druga sprawa, czyli skąd one się tam wzięły? Cóż, mogły przypłynąć z oceanu, podczas powodzi, wprost między stanową. Drugie wyjaśnienie jest nieco lepsze, czyli ktoś je tam po prostu wpuścił.
W filmie jest mnóstwo błędów. Niektóre użyte gatunki rekinów nie są agresywne i na pewno nie jedzą ludzi. Właściwie większość. Najlepszym przykładem jest tawrosz, który jedynie groźnie wygląda. Są oczywiście gatunki agresywne, pojawia się na przykład żarłacz tygrysi. Po wtóre, pewne gatunki, np. żarłacz biały, potrzebują nieco więcej miejsca niż jezioro, a przy tym źle znoszą niewolę.
Jednakże nie ma sensu roztrząsać co jest możliwe, a co absurdalne, ponieważ to film fabularny. Do tego całkiem niegłupi. Co prawda na FilmWeb ma ocenę 4,3, ale naprawdę nie wiem dlaczego. Tłumaczę sobie to tym, że ludzie, którzy poszli do kina mieli po pierwsze zbyt wygórowane wymagania; po drugie zapomnieli, że to film fabularny, a kino jak wiadomo nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Jeśli chodzi o realizację, film ma ‘3D’ w tytule. Pod tym względem nie zawodzi. Efekty są bardzo przyzwoite, fruwające elementy, ogony rekinów, wyglądają przekonująco. Muzyka nie porwała mnie. Nie pamiętam żadnego motywu, czyli nie było szału. Jeśli chodzi o grę aktorską, było całkiem dobrze. Akcję poprowadzono całkiem zręcznie. Co prawda jest ona przewidywalna, ale podana w sposób skondensowany. Wszystko dzieje się szybko, a ludzie giną nie dlatego, że są tępi i pchają się rekinowi pod szczęki, a jedynie próbują się wydostać z pułapki. Skutek jest jednak oczywisty. Ale przecież po to ludzie idą do kina, żeby zobaczyć jak atrakcyjna dziewczyna zostaje zjedzona.
Może wyjaśnię w tym miejscu, czemu uważam ten obraz za całkiem interesujący. Otóż poruszył pewną kwestię. Wcześniej spotkałem się z tym w filmie Cradle of fear (2001). Ktoś stwierdził, że na zabijaniu ludzi można zarobić i zaczął to robić. Szczególnie podoba mi się jedno zdanie: “Ktoś musi podnieść poprzeczkę.” Przyznam, że budzi to we mnie pewien niepokój. W dobie Internetu, gdy wszystko jest dostępne w zasięgu ręki, wymagania rosną wraz ze spadkiem wrażliwości i wzrostem próżności.
Im dłużej zastanawiam się na tym, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że to naprawdę dobry film. Nieważne jak głupi wydaje się na pierwszy rzut oka. Dobrze bawiłem się w kinie, a film pozostawił po sobie nutę refleksji. Osobiście polecam, ale pod kilkoma warunkami. Po pierwsze należy takie kino lubić, po wtóre, nie ma co się czepiać. Właściwie ten drugi warunek wystarczy. Wtedy nawet lubienie nie jest wymagane.

 

Marek 'Days' Wilkowski