Planescape: Torment

1...nagle do twojej głowy dociera oślepiające światło, które po chwili gaśnie. Oczy zaczynają przyzwyczajać się do panującego mroku...”gdzie jestem?”- zdążyłeś pomyśleć. Gdy sięgasz do pamięci i wspomnień, zastajesz tylko pustkę...Rozglądasz się. Ostrożnie dotykasz tego czegoś, na czym leżysz...stół? Zastanawiają cię widoczne na nim rdzawe ślady...krew?

I ten zaduch wiszący w powietrzu...czuć śmiercią...Przez głowę przemykają ci niezliczone pytania....”co ja tu robię? Co to za miejsce? Kim...czym...jestem?”...

Wstajesz. Rozpoczynasz nowe życie. Jesteś jak niezapisana tablica...

Planescape: Torment to dzieło wybitne, gra przez wielu uznana za cRPG wszechczasów. Co sprawia, że mimo upływu 10 lat od wydania wciąż warto wydać na nią pieniądze? Na czym polega czar stareńkiego erpega w wiekowej oprawie graficznej?

W czym tkwi wyjątkowość przygód Bezimiennego?

Jeśli grałeś w Tormenta, jestem przekonany, że znasz już odpowiedź. Jeśli nie, ten tekst jest dla Ciebie.

 

Wiadomo nie od dziś, że w rolplejach najważniejsze są: fabuła, bohaterowie oraz umiejętnie wykreowany świat gry. Akcja Tormenta rozgrywa się w ponurym świecie Planescape, dokładniej w Mieście Drzwi – Sigil. Myli się każdy, kto pomyśli, że jest to kolejny przykład użycia starego dobrego schematu fantasy, czyli „miasto? hm, niech będzie takie średniowieczne, wiecie, budynki i w ogóle. Rasy? No pewnie – człowiek, elf, krasnolud. O i ten, no, niziołek. Bohater, bohater.. mięśniak. Przystojny ma być!”.

Otóż nie. Sigil zostało stworzone jako miejsce, w którym posępną atmosferę nieznośnej uciążliwości bytu można wręcz kroić nożem. Mimo wiekowej oprawy wciąż nie mogę wyjść z podziwu nad pracą grafików, którzy wykreowali od zera niepowtarzalną architekturę miejską. Na dodatek mieszkańcy świata posługują się specyficzną gwarą!

Idąc dalej, wyprowadzając Ciebie, drogi Czytelniku z błędu, opowiem o bohaterach. Bezimienny – to owszem, mięśniak, lecz bynajmniej nie Johnny Depp czy inny DiCaprio, nie nie! Sinoniebieski brzydal, na dodatek poorany przez blizny, jakich nie powstydziłby się Geralt oraz przez tatuaże, których nie powstydziłby się…w sumie każdy by się powstydził. Bo na plecach Bezimiennego nie znajdziemy ani nagiej panienki, ani twarzy jego syna, lecz jego… dziennik.

Oryginalne, prawda? Ha, to jeszcze nic. Wydziergany diariusz to nie sprawka proekologicznych zapędów Bezimiennego, lecz utraty wspomnień. „Amnezja, jakie to banalne!” – wykrzykniesz zapewne. Pewnie, że tak. Ale nie powiesz mi, Czytelniku, że grałeś już w grę, w której bohater…nie może umrzeć? Wpisywanie „godmode” w konsoli Quake się nie liczy.

Wracając do bohaterów – w podróży przez Sigil towarzyszyć Bezimiennemu będą kobieta półdemon, sukkub, latająca i gadatliwa czaszka, sześcian z czterema odnóżami, który zwątpił w logikę, wiecznie płonący mag-piroman…Chyba wystarczy, prawda?

Fabuła wieńczy dzieło, jak to mawiali nowocześni Rzymianie – najważniejszy element i zarazem największy atut produkcji Black Isle Studios.

Kierujemy poczynaniami Bezimiennego, którego celem jest odzyskać wspomnienia odnaleźć własną śmiertelność, a przede wszystkim – dowiedzieć się dlaczego ją stracił. Przemierzając Miasto Drzwi na każdym kroku natyka się na efekty działań swoich poprzednich wcieleń. W kostnicy spotyka więc ducha kobiety, która pała do niego niespotykaną mieszanką miłości, żalu i nienawiści. W karczmie rozmawia z członkiem frakcji Grabarzy, którego niegdyś okpił, sprzedając mu swe ciało do użytku post mortem.

Jednak co jest najważniejsze w fabule Tormenta, niezmiernie trudno mi ująć słowami. Gęsta atmosfera smutku i udręki wręcz wychodzi poza ekran i wciąga gracza swymi słownymi mackami. Ta gra opowiada historię człowieka, który poszukuje samego siebie, a w swej fizycznej i duchowej podróży ma za towarzyszy istoty, które z jakiegoś powodu podążają za nim. Dlaczego? Gdyż także cierpią swoją własną, indywidualną udrękę. Odkrywanie ich motywów to istny pokarm dla tych, co lubią emocjonalną głębię w czymś, co powinno dawać jedynie płytką rozgrywkę.

W tym miejscu i ja również stałem się posiadaczem własnej udręki – jak opisać to, co nieopisywalne? Czytelniku, pomyślisz sobie, że cóż trudnego w opisywaniu czegoś, w co się grało. Sęk cały w tym, że Tormenta, z całą filozofią, setkami linijek dialogów, warstwami emocji i głębią intelektualną, przeżywa się.

Oczywiście możesz mieć mnie za egzaltowanego głupca, nie zdziwiłbym się. Lecz mimo to, że moja Wena właśnie złożyła mi wymówienie i zostawiła mnie samego, spróbuję przelać choć trochę magiiTormenta zerojedynkową drogą na otwartą stronę edytora tekstu.

O grafice już wspominałem, czas więc na ścieżkę dźwiękową. Bywa tak, że muzyka stanowi tylko tło w grze, ot, coś tam pobrzękuje w ckliwym momentach, a gitary doprawiają Lucyfera o epilepsję podczas gorącej akcji na monitorze. Tutaj jest inaczej – utwory Marka Morgana to integralny element gry, fenomenalnie uzupełniający i pogłębiający atmosferę. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu, że ścieżka została napisana w ostatnim tygodniu produkcji.

Tezę, iż warto zagrać wTormenta oparłem na wyjątkowości tegoż, zatem z dziką satysfakcją powyliczam parę pomniejszych faktów, które każdego obytego choć trochę z erpegami zadziwią.

Ekwipunek i uzbrojenie – Bezimienny nie może nosić zbroi. Inni członkowie drużyny, którzy oczywiście mogą (cóż za dyskryminacja latających czaszek i gorrrących magów...), noszą je. Oczywiście, jeśli definicje zbroi poszerzymy o casus bojowego...gorsetu.

Brak blaszanego wdzianka został zrekompensowany tatuażami (!) dającymi pokaźne bonusy do cech (bazuje na zasadach AD&D) oraz przez wymienne i podatne na ulepszenia…jelita i oko. Do dziś nie mogę zapomnieć obleśnego mlaśnięcia, gdy dokonuje się wymiany któregoś z powyższych ważnych organów Bezimiennego…brr.

Kolejne dziwactwo - w grze nie ma mieczy. To znaczy są, całe trzy – jednego i tak nie użyjemy, bo właściciel w zasadzie zintegrował go sobie z własną tkanką mózgową (nie zdradzę nic więcej), drugi użyty może zostać tylko przez milutkie postaci, trzeci przez maga. Znów jedną z przyczyn ograniczeń jest specyfika postaci (bez obrazy, czaszko…).

Do wyboru mamy tylko trzy klasy – złodzieja, maga i wojownika. Jednak jako że nasz bohater jest jak tabula rasa, wybór takowej następuje dopiero w trakcie rozgrywki – oczywiście, jeśli natkniemy się na odpowiedniego nauczyciela.

Mam nadzieję, że zachęciłem Cię Czytelniku do zagłębienia się w wędrówkę Bezimiennego, jeśli nie poprzez należyte pochwały to choć poprzez uporczywe punktowanie odmienności oraz kuriozów świata Planescape udało mi się rozniecić płomień ciekawości.

Warto przeżyćTormenta.