LKL na MPJ 2010

Młodzi limanowscy poeci ponownie mieli okazję zaprezentować się na forum międzynarodowym. Wykorzystali ją całkowicie.LKL na MPJ 2010

W dniach 17-19 września w słowackim Martinie odbyła się kolejna edycja Martińskiej Poetyckiej Jesieni. Jest to jedna z największych międzynarodowych imprez poetyckich, organizowanych na Słowacji. Realizuje ją Biblioteka Turčianska w Martinie, a jej głównym personalnym organizatorem i „nadzorcą” jest Tana Sivová, opiekun działającego tam Klubu Literackiego Duria (Tana, dziękujemy za wszystko i pozdrawiamy! – limanowscy literaci).

 

W MPJ biorą udział zaproszone kluby literackie z Polski, Czech, Węgier i Słowacji. Taka to trochę literacka Grupa Wyszehradzka. W roku ubiegłym po raz pierwszy do udziału w MPJ została zaproszona delegacja Limanowskiego Klubu Literackiego, działającego przy Miejskiej Bibliotece Publicznej.

I musiała chyba wypaść na tyle nieźle, że nie zabrakło jej i roku obecnego. Mało tego: Limanowski Klub Literacki - jak udało się nam kuluarowo i nieoficjalnie dowiedzieć - został pozvany jako jeden z pierwszych. I zaprezentował się równie zacnie jak rok temu, na każdym chyba odcinku całej imprezy: formalnym, reprezentacyjnym, towarzyskim, nieformalnym, (para)sportowym i interleksykalnym – bo i takie działania podczas tegorocznej edycji MPJ się ujawniły. Impreza rozpoczęła się w piątek 17 września częścią oficjalną w Bibliotece Turčianskiej. Wszystkich powitała Tana Sivová, przedstawiła zebrane kluby literackie i ich uczestników. No i ruszyły prezentacje. W tym roku były w tej kwestii inaczej niż w ubiegłym. Poszczególne teksty nie były prezentowane przez autorów, ale przez dwoje profesjonalnych lektorów. Oni, kobieta i mężczyzna, naprzemiennie czytali wiersze poetów. Ale jak to czytali! Kapitalnie to czytali, uwierzcie. Utwory „naszych” zaprezentowane zostały w języku polskim, beż żadnego – najmniejszego choćby – lapsusa czy przejęzyczenia. Zrobiły wrażenie, uwierzcie. Prezentacje tekstów literackich przetykane były występami muzycznymi: lokalnej młodej słowackiej gitarzystki (awangardowej chyba) i chóru seniorów. I ten chór to było coś pięknego. Starsze osoby, świetnie śpiewające, maksymalnie zaangażowane w występ i do tego pięknie go prowadzące. A jak wykonali Góralu czy ci nie żal w polsko-słowackiej wersji tekstowej to już w ogóle był odlot. Po tych prezentacjach uczestnicy zostali przewiezieni i zaokrętowani w uroczym, ulokowanym poza miastem Pensjonacie Jarabina, w samym środku gór. Tam prowadzono dalsze działania poetycko-zapoznawczo-towarzyskie.

Na drugi dzień, rankiem, wyruszono w góry i do wczesnego przedpołudnia przemieszczano się po nich, dyskutując zapamiętale m.in. o awangardzie poetyckiej i niespotykanym wysypie runa leśnego w tym roku. Po powrocie do Pensjonatu, wykorzystując świetną aurę, zorganizowano przed nim kolejną sesję autorskich prezentacji poetyckich, wraz z dyskusjami. Fajnie to wszystko grało i wyglądało, a język był najmniejszą i mało istotną barierą. Po obiedzie nastąpiła część sportowo-zręcznościowa. Tradycyjny Turniej Petanque Cup o prawdziwy, złotem inkrustowany Puchar MPJ! Męska reprezentacja limanowskiej delegacji zajęła w nim zupełnie dobre miejsce, tuż za podium (Za rok Puchar do Limanowej pojedzie. Zapamiętaj te słowa Jiri – jeden z limanowskich uczestników rzucił te słowa prosto w twarz Jiriemu, głównemu sędziemu i organizatorowi zawodów). Natomiast w części żeńskiej zawodów, szans swoim rywalkom z Czech, Węgier i Słowacji nie dała Magda Włodarczyk, limanowska poetka. Bezapelacyjnie i gładko zostawiła wszystkie inne zawodniczki w polu i została – do przyszłego roku co najmniej – Międzynarodową Miss Petanque! To, że Magda pisze dobre teksty wiedzieliśmy od dawna, ale że tak sprawnie i precyzyjnie umie ciskać i toczyć kule? Niebywałe… Po zawodach, wieczorem – przy żywej muzyce – prowadzono dalsze działania poetycko-towarzyskie. Powoli, powoli jednakże – im głębiej w noc – czuć było już w powietrzu i otoczeniu, że tegoroczna edycja MPJ jednak dopełnia się i przechodzi do historii. Następnego dnia, rankiem po śniadaniu i wzajemnych pożegnaniach, odczucia te stały się faktem. Wyściskaliśmy się ze wszystkimi – my, Limanowski Klub Literacki – wycałowaliśmy kogo trzeba i obraliśmy azymut na naszą piękną, kochaną i jedną jedyną Limanową. Po drodze jeszcze, gwoli tradycji, zatrzymaliśmy się pod Zamkiem Orawskim i poszliśmy pod jego – zamkniętą, a jakże - bramę. Opiekun limanowskiej kohorty wypowiedział znaną już grupie formułę, by bramę otworzono natychmiast, bo on przyszedł odebrać - w jego mniemaniu - co swoje. Niestety: znów zignorowany został ... Do trzech razy sztuka – struty mruczał pod nosem, opuszczając zamkowe wzgórze ...

Poniżej krótkie komentarze dwójki limanowskich uczestników tegorocznej imprezy:

Jacek Sejmej: Tegoroczna MPJ trzymała poziom. Miło było zobaczyć się z ludźmi, których poznaliśmy rok temu, jak również poznać nowych, wartościowych twórców zarówno prozy, jak i poezji. Już dziś czekam na kolejną edycję, a także liczę na to, że w końcu Limanowa odwdzięczy się za ciepłe przyjęcie i również zorganizuje coś podobnego.

Magda Włodarczyk: Wyjazd na Martińską Poetycką Jesień był moim pierwszym, ale mam nadzieję, że nie ostatnim, tego typu wyjazdem. Wspaniali ludzie, możliwość obcowania z ich twórczością i promowania własnej oraz okazja do poznania Słowacji z nieco innej strony, niż państwa słynącego z basenów termalnych -  to powody, dla których jestem bardzo wdzięczna limanowskiej bibliotece za zaproszenie mnie na ten wyjazd.

Informacje o Limanowskim Klubie Literackim znajdziesz tutaj:

http://www.mbp.limanowa.pl/index.php?str=lkl

Co sądzisz o takiej formule literackiej w Limanowej i jej działalności?

 

 

Tekst: SŁ
Foto: Bogdan Skrzekut

 


Zobacz więcej zdjęć: