Bardziej refleksja niż recenzja

Stasiuk Dziennik pisany późniejCzy Stasiuk już do beznadziei zapętlił się w bałkaństwie swoim? Refleksja tych, co już parę pozycji prozaika z Wołowca skonsumowali.

Z szerszej perspektywy trudno uciec od wniosku, że po Fado, Jadąc do Babadag i trochę już buksującym w rozjechanej magmie mitteleuropejskiej Taksimie nie tak łatwo zachwycić czytelnika powtarzalną geografią. Tak jest do lektury mniej więcej 130-tej strony (na 165 całości), po której autor litościwie przestawia wiatr narracji w swojskie nam miejsca wschodnio-zachodniego przeciągu. Ten zabieg konstrukcyjny chyba ratuje całość od możliwej rutyny odbioru tekstu. Takiego paternalistycznego patrzenia na „wrzący kocioł bałkański” - karykaturę tego sprzed stu lat; tamten przerażał świat, ten z przełomu tysiącleci już tylko denerwował bliskością położenia. Jednocześnie nobilitował jakoś, że my w tej gorszej części Europy jednak z lepszej żeśmy półki. Nie ze zbiorowiska słowiańsko- azjatyckich (z akcentem na to drugie) plemion z garbem siedemsetletniej tureckiej niewoli, żyjących na terytorium z granicami nie do wyznaczenia, a dziś dziadów proszalnych wobec Zachodu. My się dopraszać uznania nie musimy, bo nasze od zawsze przewagi Przedmurza itd. itp. itd. …

 

 

Skoro tak, to czemu rozpaczliwie próbujemy świat zadziwić gigantomanią, religijną przeważnie? Taki Licheń - „Tadż Mahal mojej ojczyzny”.

…to tu, to tam porozrzucane usypiska na cześć Sybiru, na cześć Hitlerii, na cześć Komuny, dzięki którym naród budował swą tożsamość. Bo kimże bylibyśmy bez Sybiru, bez Hitlerii, bez Komuny? Nikim (…) Czemu wznosilibyśmy świątynie? Wzrostowi higieny? Znajomości języków obcych? Prawom zwierząt oraz mniejszości? Cóż za żałość, cóż za banał.

Tytuł „Dziennik pisany później” kojarzyć się musi z „Dziennikiem pisanym nocą” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego (nawet taka pomyłka pojawiła się w studenckim blogu kulturalnym „students.pl”) i myślę, że podobieństwo nie jest przypadkowe. Pisał Herling – Polskie doświadczenie komunizmu jest absolutnie nieporównywalne z doświadczeniem wszystkich narodów tworzących Związek Sowiecki (…) jeśli chcemy, by nas rozumiano, nie możemy ani przez chwilę zapomnieć, że to, co stało się naszym udziałem, było tylko częścią – naprawdę nie najgorszą – znacznie większej zbrodni.

Dobrze jest od czasu do czasu „popatrzeć na siebie tak, jak się patrzy na obce nam rzeczy”; większa w tym chwała dla animatora myślących, chociaż Wawel coraz bardziej wykluczony.

Cóż dodać? Dla kolekcjonerów „wikicytatów” znajdzie się trochę materiału w książce, tym razem urozmaiconej zdjęciami - wśród grekozorbalnych fotografii D. Pawelca jedna dobra rzeczywiście.

A całość zmaterializowana do formatu A4 w sposób lekko pretensjonalny.

Zb.Sułkowski
Limanowa