IN A HOUSE OF BRICK – Out of Hand

Punkowa TZN Xenna niedawno oficjalnie wydała pełny album dopiero na swoje bodaj 30-lecie, jak nie lepiej. In A House Of Brick debiutuje po ponad dwunastu latach. „Powiedzieć, że Out of Hand to debiut znakomity, to nic nie powiedzieć. Nie zachwycić się nim – niepodobna.” – taką być może, charakterystyczną dla siebie frazą, mógłby skomentować krótko album zabrzan Jerzy Pilch, gdyby lubił stoner rocka.

 

Tak właśnie panie Jerzy jest, nie inaczej – przytaknąłbym mu wówczas. Out of Hand to rockowa skarbnica: kapitalnych (Pepe)riffów, podbitych (Borsooczo)mocną perkusją oraz konkretnym wokalem, potrafiącym rasowo podrzeć japy, ale i (Kwieci)ście pośpiewać.

Dwa pierwsze kafary w zestawie – Bitter cup oraz She – ustawiają słuchającego w narożniku i dociskają do lin. She – będzie (jest?) przebój. To w Polsce można tak grać „rock'n'rolla”? Gdybym w ciemno miał obstawiać, uznałbym że IAHOB to akt albo brytyjski, albo Skandynawia albo po prostu Stany. Poison – wolny, ciężki, z bluesowymi zawijasami gdzieniegdzie. Zakk Wylde  nie powstydziłaby się tego kolosa. Pigs Might Fly to po prostu świetny noiserockowy bomber, ciekawie poszatkowany rytmicznie. Kwiecia pod koniec deklamuje: you can’t stop me now. I ma absolutną rację. Cobain’s dead, z akustycznym gitarowym interludium, które potem łapie „prąd” i feeling charakterystyczny dla muzycznych dokonań Josha Homme. Kolejny – Believe, raczej wolny i jednostajny, najmniej ciekawy z całego zestawu. All against all – tu właśnie Kwiecia pokazuje swój kunszt wokalny. Little Russia ma fajną, „tupiącą” melodyjną rytmikę, przewlekaną mocniejszymi wybuchami. IAHOB puszcza tu oko w stronę Refused czy The Hives. Następny w indeksie – Reborn, znany, ograny, wyrywający na żywo zęby trzonowe. Gdybym był nieco młodszy i mniej impregnowany na ekscytacje, pokląłbym tutaj, dając im upust. Rebel Yell dość bliski jest wersji oryginalnej Idola, doszprycowany oczywiście odpowiednio ciężkimi brickowymi gitarami. I ostatni w zestawie Thai Message – instrumentalny, z wstawkami „dziwnych odgłosów”. Wolę nie pisać z czym mi się kojarzą.

Stoner rock, ze szczyptą bluesa, noise, rock'n'roll, tu i ów hardcore-punk, czy nawet post-rockowa bujanka (vide – końcowe partie All against all, gitary w kończącym album Thai Message). Wszystko to – naprawdę z jajem wymiksowane – ma w sobie debiut zabrzan. Ma też jeszcze coś istotnego, a czego często brakuje kapelom, które starają się żenić różne stylistyczne ingrediencje: bardzo dużo powietrza i feelingu. Co jeszcze rzuca się w uszy na Out of Hand, po kilkukrotnym przesłuchaniu, to to, że kawałki są skrojone „na miarę”. Nie ma żadnych mielizn i dłużyzn, muzycznych wycieczek nie wiadomo gdzie i po co. Mam wrażenie, że są skomponowane i doszlifowane bardzo precyzyjnie, i jest w nich tylko to, co Pepe, Kwiecia i Borsook chcieli, aby było. Nie mam żadnego interesu w tym, by budować zabrzanom ołtarzyk, ale Out of Hand – obok Rotten Village Sessions Palm Desert i nowego Riverside – to chyba najlepsza polska płyta jaką słyszałem do tego momentu w tym roku.

Gdzieś tu wyżej wspominałem Josha Homme, bo podobno Queens Of The Stone Age się reaktywuje i płytę wydaje wnet. Pytanie – po co, skoro jest In A House Of Brick?

Trio z Zabrza wydało album własnym sumptem. Można go nabyć także w formie downloadu, już za – uwaga – 6,66 pln. Tak, to nie literówka: nie 66,60 – ale 6,66! Jeśli masz ochotę zapłacić większą kwotę ... pójdziesz do nieba!” – informuje zespół.

Stairway to heaven za niecałe 7 złotych.

www.inahouseofbrick.pl

http://inahouseofbrick.8merch.com