Mgła, Lvcyfire, Bestial Raids – Warszawa, „Progresja”, 01.05.2017r.

obrazek

Na żywo Mgłę dane mi było widzieć na ubiegłorocznym Brutal Assault i w małym klubie w Krakowie. Krakowski występ był jednym z najlepszych koncertów jakie miałem okazję oglądać. Festiwalowa prezentacja na czeskiej ziemi nie zachwyciła już specjalnie szczególną atmosferą, mimo iż była to bardzo udana sztuka, odegrana dla – zaraz po Gojira – najliczniejszego audytorium ubiegłorocznego Brutala. Warszawski pierwszomajowy koncert ulokował się gdzieś pomiędzy obydwoma wyżej wspomnianymi.

 

Rozpoczął się z kilkuminutowym opóźnieniem, dzięki czemu obejrzałem występ Bestial Raids od pierwszej minuty. Zestawienie tego zespołu z gwiazdą wieczoru nieco zastanawiało od samego początku. Dzikie i prymitywne dźwięki Bestial Raids nijak nie przystają do subtelnej i emanującej chłodem muzyki zespołu Mgła. I ta rozbieżność rysowała znacząco się przez cały czas występu Kielczan. Barbarzyński metal nie porwał tłumów obłędem. Zabrakło odpowiedniej mocy dźwięku albo duża sala Progresji zniszczyła atmosferę muzyki, którą najlepiej się odbiera w ciasnych spelunach. Maski przeciwgazowe, odwrócone krzyże nie straszyły tak, jak niegdyś na deskach warszawskiego Metal Cave. W takich piwnicznych, niedużych przestrzeniach jest odpowiednie miejsce dla takiej muzyki.

Lvcifyre wykorzystał swoją szansę do cna. Dzięki lepszemu nagłośnieniu i bardziej wyrafinowanym światłom, spektakl zachwycał żywiołowością i intensywnością. Zarówno po względem wizualnym jak i dźwiękowym. Smaczkiem była zakapturzona postać dająca wokal w kilku utworach. Mimo, że Lvcifyre nie jest gwiazdą na scenie death/black, a ostatnia studyjna produkcja przypada na rok 2014, to ich występ na żywo był podróżą gdzieś poza siódmy krąg piekielnych czeluści. Wściekłe partie perkusji, nieustanny headbanging i trujący jad, który rozlewał się po sali. Tak to, w najkrótszym ujęciu, wyglądało.

W roli headlinera wystąpiła grupa, która budzi ostatnio wiele kontrowersji. Rosnąca popularność, występ na Off Fest czy coraz liczniej pojawiające się koszulki i naszywki w miejscach z metalem nie mającymi nic wspólnego, świadczyć mogą, że na Mgłę pojawiła się moda. A dla muzyki spoza mainstreamu nie ma nic bardziej zgubnego, jak trend albo sława. Szczególnie dla tej naprawdę niszowej muzyki. Ale Mgła już wypełzła z podziemia. Dwa lata temu wypełniła w Krakowie Rotundę, dając najlepszy występ jaki można sobie wyobrazić. Rok temu zachwyciła wypełnioną twierdzę Josefov. W tym roku trasa po Polsce w kilku miastach się wyprzedała, a w pozostałych zwabiła wystarczającą liczbę uczestników by odtrąbić sukces. Skąd taka rosnąca popularność? Chyba jedynie z ... muzyki. Przecież M. na przestrzeni ostatnich kilku lat nie zmienił sposobu prowadzenia swojej kapeli od strony promocyjno – medialnej. Siła tej muzyki i jej umiejętne zaprezentowanie w wersji live wciąż są jedyną, wystarczającą siłą pociągową krakowskiej kapeli. Te utwory, zagrane na żywo, bez względu na miejsce – brzmią doskonale. Tak też było w Progresji. Kompletny występ, prezentujący przekrój po wszystkich pełnowymiarowych wydawnictw, w sposób taki, aby każdy z utworów zachował swoistą atmosferę podczas grania na żywo.

Występ Mgły dał świadectwo niezwykłego profesjonalizmu. Ten zespół to kolejny gotowy metalowy produkt z Polski, w pełni przygotowany do niezwłocznego eksportu, by ruszać na podbój świata i okolic. Tyle.

Marcin Wilk

Fragment koncertu Lvcifyre:

www.youtube.com/watch?v=wBYrfB0yzbY