ULICA 26 w Limanowej

Teatry w LimanowejKrakowski, już XXVI Międzynarodowy Festiwal Teatrów Ulicznych ULICA 26, zawitał znowu również do Limanowej. 13 lipca na placu przed LDK odbyły się trzy spektakle.

 

Ludzie. Co istotne, ludzie jacyś przyszli! Po limanowskiej odnodze tego Festiwalu z przed dwóch lat – można było mieć po temu obawy. Oczywiście nie była to publika rozmiaru tej z Zapachu czasu, ani tłum jak na niegdysiejszych, organizowanych na tym placu poniedziałkowych jarmarkach. Ale było nawet przyzwoicie, a w porównaniu do frekwencyjnego dramatu z 2011 – dobrze.

Pierwsze przedstawienie to solowy 20-minutowy spektakl De Paseo w wykonaniu Hiszpanki Claire Ducreux. Mając za rekwizyt tylko ławkę (na kółkach), zaprezentowała katalog rodzajowych scenek  z życia, których wszyscy chyba na co dzień doświadczamy. Dobra pantomima, dopracowana choreografia i taniec, ciekawe – momentami akrobatyczne – wykorzystanie rekwizytu. Sceniczny minimalizm, ale z dużą dozą pięknie zaprezentowanych emocji. I oczy Claire. Oczy tej małej, jak dwa błękity – jak to swego czasu pisała Agnieszka Osiecka. Duże, piękne, wypełnione eterycznie pełgającymi ognikami. W połączeniu z mimiką, czarowały. Nie mogłem przestać za nimi wodzić swoimi...

Następne przedstawienie envirez-vous zaprezentowała La Mini Compagnie z Francji. Trzech przynapitych mężczyzn, jeden akordeonista, alkohol, kobieta, stolik, krzesła, szkło, alkohol, muzyka, zabawa na całego, humor, realizm magiczny, alkohol, c'est la vie, Paryż z początku XX w. ... Takie miałem skojarzenia. Czy to aby nie był jakiś zagubiony fragment scenariusza allenowskiego O północy w Paryżu? Francuzi świetną, dopracowaną w szczegółach grą aktorską i akrobatyką na poziomie kaskaderki, wzbudzili bardzo żywe reakcje zebranej publiczności. Co i rusz rozlegały się emocjonalne westchnienia i rzęsiste brawa. Po swoim występie zebrali duże owacje, kłaniać się publice i żegnać z nią musieli – wywoływani oklaskami – dwa razy. Po spektaklu jeszcze rozdawali autografy, pozowali do zdjęć i dyskutowali z ludźmi. Byli zadowoleni. My też. La Mini Compagnie, merci.

I jako ostatni wystąpił polski Teatr Gry i Ludzie ze spektaklem pt. Ballada o Janie Wnęku. Od strony technicznej było to najbardziej najokazalsze przedstawienie. Największa liczba aktorów biorących udział, rekwizyty sceniczne, wykorzystanie ognia i sztucznego oświetlenia, podkładów muzycznych. Ballada, czerpiąc z ludowości (i taki mający sceniczny anturaż), podejmowała – chyba – tematykę jednostki konfrontującej swoje wizje z niezrozumieniem środowiska. Z niemożnością, z ceną jaką się płaci za realizację swoich marzeń i pragnień. Mi spektakl ten nasuwał na myśl jakieś skojarzenia z figurami i historiami literackimi typu: mit o Ikarze, wybrane mickiewiczowskie Ballady i romanse czy nawet piętno otoczenia jakie dotyka Piotra i Agnieszkę u Hłaski w Ósmym dniu tygodnia. Generalnie jednak prezentacja Teatru Gry zrobiła na mnie najmniejsze wrażenie. Wydaje mi się że spektakl ten ma trochę mielizn i niepotrzebnych, dłużących się sekwencji. Tak to odbierałem, ale mogę się mylić, bo z tym rodzajem sztuki, jaka była prezentowana w sobotnie popołudnie w Limanowej, mam bardzo mało do czynienia. Dlatego wszystkie powyższe skojarzenia i próby oceny proszę brać w duży nawias.

W to natomiast że Claire ma piękne oczy, w to mi proszę wierzyć.

(SŁ)

Poniżej fotogaleria. Autor: Bogdan Skrzekut


Zobacz więcej zdjęć: